:)
22 Sierpień 2010 1 komentarz
przerwa wakacyjna
nie dolewam do mainstreamu
23 Lipiec 2010 1 komentarz
W aktualnym numerze NEXUSa jest bardzo ciekawy artykuł opisujący doznania życia po śmierci pewnego człowieka. Jest to ciekawe o tyle, że opis eksploduje emocjami, doświadczający człowiek nie był związany z żadną religią, był ateistą oraz człowiekiem bardzo negatywnie nastawionym do świata.
Autorem artykułu jest Mellen Thomas-Benedict, zamieszczam fragmenty. Bardzo nakłania do przemyśleń
.
W roku 1982 zmarłem na nowotwór złośliwy. Mój przypadek nie nadawał się do operacji, a jakakolwiek forma chemioterapii mogła jedynie zmienić mnie w „warzywo”. Lekarze dawali mi od sześciu do ośmiu miesięcy życia.
W latach 70 miałem bzika na punkcie zdobywania informacji i stopniowo zaczynałem się martwić kryzysem nuklearnym, ekologicznym itd. Nie mając żadnego zaplecza duchowego zacząłem wierzyć, że przyroda popełniła błąd i że jesteśmy tylko rakiem toczącym tą planetę. Nie widziałem sposobu, za pomocą którego moglibyśmy się uporać z tymi problemami,, które sami stworzyliśmy. Uważałem, że ludzie są rakiem i właśnie to dostałem w zamian. To właśnie mnie zabiło
Należy uważać na swój światopogląd. on zawsze oddziałuje zwrotnie na nas, zwłaszcza jeśli jest negatywny. Mój był szczególnie negatywny. I właśnie to doprowadziło mnie do śmierci. Próbowałem różnych rodziajów alternatywnych metod leczenia, ale na próżno.
(…)
Zacząłem czytać o różnych religiach i systemach filozoficznych. Wszystkie były niezwykle interesujące i dawały nadzieję, że po tej drugiej stronie coś istnieje. Trafiłem na oddział intensywnej opieki medycznej.Pamiętam jak obudziłem się pewnego ranka koło godziny 4:30 i po prostu wiedziałem, że to dziś. Obudziłem swoją opiekunkę i powiedziałem jej o swoim odczuciu. Umówiliśmy się, że zostawi moje ciało w spokoju przez 6 godzin, ponieważ wyczytałem, że najciekawsze rzeczy dzieją się zaraz po śmierci. Położyłem się spać.
Następną rzeczą jaką pamiętam był początek typowej śmierci klinicznej. Nagle dotarła do mnie świadomość, że wstałem mimo, że moje ciało nadal leżało w łóżku.
(…)
I była też Światłość w oddali. Podążyłem w Jej kierunku. Była bardzo podobna do tego, o czym wspomina wielu ludzi opisujących swe doznania. Była wspaniała, była namacalna, wręcz czuło się Ją. Byla nęcąca, chciało się do niej iść, tak jak chce się iść w ramiona idealnej matki czy ojca.
(…)
Gdy się zbliżałem, powiedziałem „Proszę zaczekaj chwile. Chcę nad tym pomyśleć, chcę o tym porozmawiać zanim pójdę.” Ku memu zaskoczeniu całe to doznanie zatrzymało się w jednej chwili. Każdy ma kontrolę nad swoim życiem po śmierci. Nie jesteśmy na żadnej bezwolnej przejażdzce. Moja prośba została wysłuchana i przeprowadziłem rozmowę ze Światłością.
(…)
Przekazane mi informacje mówiły, że podczas pośmiertnego przeżycia nasza wiara kształtuje obraz jaki pojawia się przed Światłością. Jeśli jesteś buddystą, katolikiem lub fundamentalistą, otrzymasz sprzężenie zwrotne najodpowiedniejsze dla Ciebie. Masz szansę przyjżeć się temu, lecz większosć ludzi tego nie robi.
Gdy Światłość ukazała mi swoją prawdziwą postać, uświadomiłem sobie, że to co widziałem, było Matrycą naszych Wyższych Jaźni.
(…)
Wszyscy jesteśmy bezpośrednio połączeni ze Źródłem. Światłość przekształciła się w najpiękniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem: mandalę ludzkich dusz na Ziemi. Ujrzałem to mając negatywny pogląd na to co się działo na naszej planecie. Gdy prosiłem Światłość o dalsze wyjaśnienia, zobaczyłem w tej wspaniałej mandali jak piękni jesteśmy w swej istocie. Jesteśmy najpiękniejszymi stworzeniami.Ludzka dusza, oraz ludzka matryca, którą razem tworzymy, jest absolutnie fantastyczna, wyrafinowana, egzotyczna. Po prostu nie mogę wyrazić jak bardzo zmieniło to moją opinię o ludziach. Powiedziałem: „Boże, nie wiedziałem, że jak piękni jesteśmy”. Na jakimkolwiek poziomie niskim, czy wysokim, jakąkolwiek postać przybierasz, jesteś najpiękniejszym stworzeniem, jakie można sobie wyobrazić.
(…)
Światłość zdawała się wchłaniać mnie głębiej. Czułem jakby całkowicie mnie pochłaniała. Światłość Miłości jest nie do opisania.Poprosiłem o ukazanie reszty Wszechświata – poza naszym układem słonecznym, poza całą ludzką iluzją. Dowiedziałem się, że ta galaktyka, tak jak cały Wszechświat, obfituje w różnorodne formy Życia. Zobaczyłem wiele innych światów. Na początku myślałem, że dokądś podróżuję. Ale potem zrozumiałem, że to rozszerzała się moja świadomość by objąć cały wszechświat!
(…)
W pewnym momencie odkryłem, że znajduję się w sanie głębokiego bezruchu, poza ciszą. Mogłm widzieć i odczuwać Wieczność, poza Nieskończonością. Byłem w Pustce. Byłem w momencie przed stworzeniem świata, przed Wielkim Wybuchem. Trafiłem poza początek czasu/Pierwsze Słowo/Pierwszą Wibrację. Byłem w samym sercu Stworzenia. Poczułem jakbym dotykał Twarzy Boga. To nie było doznanie religijne, byłem po prostu, jednością z Wszechżyciem i Wszechświadomością.
Gdy mówię, że mogłem widzieć i odczuwać Wieczność mam na myśli, że mogłem doświadczyć, jak wszystko uczestniczy w nieprzerwanym akcie stworzenia. To nie miało początku, ani końca.
(…)
Pustka to próżnia lub nicość między wszelką fizycznością. To przestrzeń między atomami i ich składnikami. Współczesna nauka zaczęła badać tą przestrzeń. Nazywa ją punktem zerowym. Ilekroć próbuje się ją zmierzyć, wskaźniki przyrządów przekraczają skalę… lub nieskończoność jak kto woli. Jest więcej zerowej przestrzeni w waszym ciele i we Wszechświecie niż czegokolwiek innego!
(…)
W swej całkowitej konfiguracji energii galaktyka wyglądała jak fantastyczne miasto świateł. Cała energia, która znajduje się po tej stwonie Wielkiego Wybuchu, to światło. Każdy podatom, atom, każda gwiazda, planeta, nawet świadomość składają się ze światła i mają swoją częstotliwość i/lub cząsteczki. Światło to żywy twór, Wszystko składa się ze światła, nawet kamienie. Tak więc wszystko w przyrodzie żyje. Wszystko składa się z Bożej Światłości, wszystko jest bardzo inteligentne. Akt stworzenia jest badaniem Boskiego Ja w każdy możliwy sposób za pomocą każdego z nas.
(…)
Nie wiem, ile czasu spędziłem wraz ze Światłością w kategoriach ziemskiego czasu, lecz w pewnej chwili uświaodmiłem sobie, że udzielono mi odpowiedzi na wszystkie pytania i że pora wracać. Gdy zacząłem wracać do cyklu życia nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłbym wrócić do tego samego ciała. To nie miało dla mnie znaczenia. Ufałem całkowicie Światłości i Życiu. Zażyczyłem sobie nie zapomnieć tych informacji i doznań, które poznałem po drugiej stronie. Usłyszałem „Dobrze”. To było jak pocałunek dla mojej duszy.Przeszedłem przez proces reinkarnacji, mając nadzieję, że urodzę się jako nowy człowiek. Potem obudziłem się, zobaczyłem i światło na zewnątrz. Chciałem wstać aby podejść do niego, ale wypadłem z łóżka. Opiekunka usłyszała głośne plaśnięcie, przybiegła i znalazła mnie na podłodze.
(…)
Na początku nie miałem w pamięci całego zapisu podróży. Błąkałem się po tym świecie, wciąż zadając pytanie: „czy ja żyję?”. Ten świat wydawał mi się bardziej snem niż poprzednio. Po trzech dniach czułem się już normalnie, jednak inaczej niż kiedykolwiek dotąd. Zapis mojj podróży przez życie po śmierci pojawił się w mojej pamięci. Od tego momentu nie widziałem niczego złego w żadnym człowieku. Wcześniej lubiłem osądzać ludzi. Uważałem, że większość jest niespełna rozumu.
(…)
Podczas mojej wędrówki trafiłem również w miejsce zwane powszechnie Piekłem i bardzo mnie ono zaskoczyło. Nie zobaczyłem tam szatana ani zła. Mój pobyt w piekle był doświadczeniem nieszczęścia i ignorancji każdej osoby. Piekło było jakby wiecznym nieszczęściem. Mimo to dla każdej z milionów zajdujących się w okół mnie dusz świecił się niewielki płomyk światła, ale żadna z nich nie zwracała na niego uwagi. Były bardzo pochłonięte swoją traumą, swoim smutkiem i żalem. Po chwili, która wydała mi się wiecznością, zacząłem wzywać Światłość niczym dziecko wzywającego swego rodzica na pomoc.
(…)
Od mojego powrotu doświadczyłem jeszcze raz spontanicznie Światłości i nauczyłem się, jak dostać się do tej przestrzeni w każdym momencie podczas medytacji. Każdy z nas może to zrobić. Nie trzeba umierać, ani doznawać przeżycia bliskiego śmierci jak ja.
Więcej na temat świadomego opuszczania ciała fizycznego i eksploracji terenów niematerialnych można przeczytać w książkach Roberta Monroe i Bruca Moena. Bardzo polecam
Osobiście jak najbardziej wierzę w nieśmiertelność duszy, reinkarnację i moc pozytywnych wibracji (emocji). Ma to dużo współnego z buddyzmem czy hinduizmem, ale nie czuję się doktrynalnie związana z żadną religią. Ciekawa jestem co katolicy mocno związani ze swoją wiarą powiedzieli by na temat tego typu opisów zaświatów
21 Lipiec 2010 1 komentarz
Będąc nad morzem miałam przyjemność nie mieć kontaktu z cyrkiem jakim się karmi opinię publiczną. Katastrofa Smoleńska miała miejsce w kwietniu, mamy za sobą większą część lipca, ale mimo to dzięki wesołym wybrykom Palikota całyczas opinia publiczna jest karmiona idiotycznymi spekulacjami na ten temat.
Do popierania PiSu jest mi równie daleko co do popierania PO, jednak zajmowanie się nieustannie tym czy krzyż pod pałacem powinien stać czy nie, czy Gosiewski żyje i walczy z ruskimi na Włoszczowej, czy prezydent Kaczyński miał alkohol we krwi jest straszne. W Angorze też widziałam zacny wielki tytuł „Jak nie wyląduję to mnie zabije – słowa pilota samolotu”.
Afera z krzyżem pod pałacem jest żenująca. Jakby nie było zginęło nam blisko 100 osób z rządu (zresztą moim zdaniem zostało zabitych), a my, Polacy podobno, się wykłucamy, że krzyż nie może stać pod Pałacem Prezydenckim. To zdarzenie nie było ważne, to codzienność. Nie ma potrzeby tego symbolicznie upamiętniać. Nie tylko Kaczyński tam zginął przecież. Zresztą to był prezydent RP i z tego względu trochę szacunku mu się należy.
Przeraża mnie co robi z ludźmi papka medialna. Szczekają, gryzą się w telewizji, robią konflikt z niczego więc i my się gryziemi. Jedni stoją pod krzyżem pod pałacem inni podpisują petycje po drugiej stronie ulicy że krzyż ma być zlikwidowany. Straszne to jest. Czy krzyż jest ważny? Tak samo czy są ważne krzyże w szkołach o które też się robiło bezdenną awanturę? To są tylko symbole, przedmioty, którym niektórzy przypisują znaczenie i dla niektórych przedstawiają pewną wartość. Tak trudno jest nam uszanować odmienne potrzeby innych jak małym dzieciom w przedszkolu. W sumie może nie powinnam się dziwić, w końcu nasze państwo próbuje robić za przedszkolankę, więc się samoistnie obywatele dostosowują.
Cały ten kocioł związany z katastrofą smoleńską budzi we mnie pewne obawy. Całyczas się trajkocze o tym, zapycha się usta i oczy opini publicznej Palikotem, domniemanie pijanym Kaczyńskim, krzyżem i innymi rzeczami urwanymi z księżyca. A co się w tym czasie dzieje w sejmie? Co się dzieje na świecie?
W sejmie to nie wiem, na razie nie mam ochoty zaglądać nad jakimi nowymi ustawami nasi pracusie pracują. Ustawa o możliwości zabrania dziecka przez pracownika socjalnego bez wyroku sądu zasyciła mnie na długi czas.
A na świecie? Chociażby ropa całyczas się wylewa z zatoki Meksykańskiej. Spokojnie, spokojnie wcale nie przyjdzie do nas razem z prądami oceanicznymi. Tzn. nie powiedzą o tym. Moze nie ma takiej możliwości? Może jestem głupia, że tak uważam, zobaczymy.
Wolałabym być głupia, bo nie mówią też za bardzo jak miło jest w Ameryce dzięki tej rozlewającej się ropie. Można obejrzeć zdjęcia, ale to przyjmny widok nie jest. Na youtubie też można obejrzeć np. deszczyk z ropą w Luizianie. Fajnie co?
Nie wiem, może rząd Hiszpani, Francji albo cała Unia Europejska podejmie jakieś kroki aby to zatamować. W końcu mamy zdobycze nauki, XXI wiek jak się chce pewnie można coś wykombinować. Jakieś zbiorniki zasysające ropę poustawiać w bezpiecznej odległości od nas czy coś. Żartuje, ale nie wiem, coś na pewno można zrobić zanim to świństwo do nas dopłynie. Jeśli nie podejmie dla mnie to jest totalny idiotyzm. Póki co nic w mediach o takich planach nie słychać.
A tak przy okazji nie sądzicie, że to trochę dziwne? Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, później wyciek ropy na Morzu Czerwonym, wyciek ropy w Dailian w Chinach, we Wprost czytamy, że to samo może przydażyć się w Europie. Ja nic nie sugeruję, ale nieprawdopodobne zbiegi okoliczności czyż nie? Nagle wszystkie platformy wiertnicze i rurociągi pękają i zatruwają środowisko w najróżniejszych miejscach globu…
7 Lipiec 2010 2 komentarzy
Jak wszystkim wiadomo jesteśmy krajem zadłużonym, żeby nie użyć delikatnie słowa rozkradzionym, niekoniecznie bogatym. Nasz dług wynosi 500% przychodów budżetu, średnia pensja ledwo starcza na pokrycie kosztów życia, służba zdrowia jest jak w krajach trzeciego świata. Nie trzeba dalej wyliczać.
Ale nie, to wszystko nie prawda. Jesteśmy wielkim mocarstwem, które stać na pomoc krajom strefy euro. Wcale nie jest tak, że nie weszliśmy do tej strefy z powodu niedostatecznego rozwoju i niedostawania do Niemiec czy Francji (naszczęście).
Polska przekaże 115 mld zł na ratowanie krajów strefy euro?
Taką kwotę wyliczył bank Goldman Sachs opierając się na wysokości zebranych przez nasz kraj rezerw walutowych – pisze „Rzeczpospolita” / scr: gazeta.pl /
Z pewnością większość czytając taki artykuł uważa, że skoro tyle nam wyliczyli to z pewnością tyle jesteśmy w stanie dać. Niestety trzeba całyczas myśleć. 115mld zł to jest połowa naszego rocznego budżetu! Budżetu z którego nie starcza na emerytury, na służbę zdrowia i sratata (gdyby był dobrze zarządzany to starczałby z nadwiązką, ale jak widać bardzo lubimy polski kredytowy dobrobycik:).
Oczywiście nie oddamy połowy budżetu, ponieważ musimy opłacić „państwo”, raczej też nie oddamy rezerw walutowych, więc radośnie zaciągniemy kolejny kredycik i nasz deficyt wzrośnie do 55% PKB. Ziarnko do ziarnka, nie dawno zaciągneliśmy jeszcze kolejny miliard euro na walkę z kryzysem, którego u nas podobno nie było. Było, nie było kredytowy dobrobycik Platformy przodem.
Wspaniała instytucja jaką jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy, która jest królem nad królami we wtykaniu kredycików i walnie przyczyniła się do kryzysów w Argentynie i Grecji, zadbała o to byśmy mieli jeszcze dogodniejsze warunki przyjmowania kredytu.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) ogłosił w piątek, że Polska może już korzystać z elastycznej linii kredytowej na 20,43 mld dolarów.
Polska skorzystała już między majem 2009 roku a majem 2010 roku z tego rodzaju możliwości, zarezerwowanej dla krajów uważanych za dobrze zarządzane i wykorzystujące te środki na zapobieganie kryzysom. / scr: gazetaprawna.pl /
Właśnie tego było nam trzeba. Warto dodać, że minister Rostowski wypowiedział się, że brak możliwości zaciągnięcia kolejnego długu byłby ogromnym zagrożeniem dla Polskiej gospodarki! Coś niesamowitego. Z drugiej strony w momencie w jakim się znaleźliśmy trudno cokolwiek zrobić sensownego dla poprawy Polskiej gospodarki. Jedyne rozwiązanie terapia szokowa. Poboli, ale się wyleczy, zamiast kredytowego dobrobyciku prowadzącego prosto w greckie koryto.
Dodatkowo warto zauważyć, że wspomniany Goldman Sachs przyczynił się do kryzysu w Grecji. Zachęcam do przeczytania fragmentów artykułu na ten temat.
Minister finansów przeprowadził pod koniec 2009 r. ogromną operację swapową. Operacja polskiego MF polegała na okresowej zamianie posiadanych walut na złote. FX-Swap to transakcja oparta na umowie, że w przyszłości fiskus wymieni się z kontrahentem walutą po z góry ustalonym kursie, czyli polegająca na zastawieniu walut posiadanych przez budżet państwa – coś na kształt opcji walutowych. Pomocy przy tym udzieliły komercyjne banki zagraniczne (Goldman Sachs).
(…)
W Grecji swapami walutowymi dilował bank inwestycyjny Goldman Sachs, który zarabiając na dwa fronty oszukiwał swoich klientów i akcjonariuszy. W USA toczy się kilka procesów, a ten właśnie bank jest podejrzewany o to, że delikatnie mówiąc mógł znacząco przyczynić się do rozwoju obecnego kryzysu . Inżynieria finansowa zastosowana w Grecji, a teraz jak widać i w Polsce ma w oczach specjalistów dosyć jednoznaczny wydźwięk i kolokwialnie nazywana jest „wałem” . Problem umoczenia Goldman Sachs w sprawy kryzysu i kreatywnych księgowości czy wprost oszustw (klienci i akcjonariusze) jak się okazuje nabiera tempa w szerszym „cywilizowanym” świecie. Tematem tym zajmuje się już Bruksela, Londyn i rozwścieczony ostatnio Berlin. Rządy, firmy, oraz inne banki przygotowują się do wytoczenia procesu bankowi Goldman Sachs z poważnymi roszczeniami finansowymi. Angielski nadzór finansowy ma na żądanie premiera przeprowadzić śledztwo wobec GS. Działania tego banku określono jako moralne bankructwo i jedną z najgorszych defraudacji.
(…)
W brytyjskim Urzędzie Regulacji Rynków Finansowych Goldman Sachs złożył wniosek o zgodę na otwarcie biura w Warszawie. A urząd taką zgodę wyraził.
(…)
Ważniejszy wydaje się tu powiązanie tego wejścia z planami prywatyzacyjnymi Ministerstwa Skarbu Państwa. To jednak nie jest żadna nowinka gdyż faktyczna współpraca Goldman Sachs z ministerstwem w sprawie prywatyzacji spółek z udziałem Skarbu Państwa trwa już od wielu lat. Teraz bankowcy z Goldman Sachs przygotowują się do prywatyzacji PZU. Szefem Goldman Sachs w Polsce ma być kto? Yes Yes Yes sympatyczny łagodzący negatywny wizerunek banku pan K. Marcinkiewicz. / scr: nwo /
Najwybitniejszy pisarz nie zdołałby chyba wymyśleć tak zawiłej fabuły jaką pisze dla siebie Polska polityka.
6 Lipiec 2010 Dodaj komentarz
Polecam wypowiedź polityka Tadeusza Iwińskiego z SLD o wodzie sodowej, która uderzyła PO. Szczerze już mnie to nawet nie rusza, totalna żenada.
O podejrzanych działaniach Platformy pisałam już we wpisach:
Wyniki wyborów
PO nie podoba się KRRiT
O burzonym pięknie internetu i zagrywkach PO
Słowo o sielance żydowskiej częściowo tutaj
Dlaczego wciąż nie wierzymy w układ Poznajemy siedzącego Pana? ![]()
Naprawdę, już w totalitarną piętkę gonią
Ja też trochę gonię w piętkę z tą Platformą, ale jak by nie patrzeć 1/3 społeczeństwa głosowała na tego nieszczęsnego Komorowskiego więc widocznie nie widzi co się dzieje. Im więcej materiałów na ten temat w sieci tym lepiej.
Pracuję nad cyklem ciekawych wpisów na temat prac Worrella Keelgo, potęgi dźwięku i zastosowaniu go m.in. do budowy… Stonehage.
5 Lipiec 2010 1 komentarz
Spontaniczny wyjazd na wieś przeciągnął się do spontanicznego dłuższego wypoczynku na łonie natury. Bardzo relaksujące mimo żaru lejącego się z nieba dzień w dzień. Stąd dłuższa absencja na blogu.
Na temat wyników wyborów w sumie nie ma co mówić. Ja osobiście mogę tylko współczuć wyborcom Komorowskiego. W zasadzie nie wiem, czemu miałam w ogóle jakieś nadzieje, że prezydentem może zostać ktoś kto nie został z góry wybrany jako słuszny. Nie ważne ile kłamstw i afer było z udziałem PO, polaryzacja w mediach na bohatera, który walczy w słusznej sprawie (PO) i jego jednego jedynego wroga z którym musi zawzięcie walczyć (PiS) jak widać jest niezwykle skuteczna. Teraz dodatkowo bajka nabrała kolorów, bohater, który był tym złym zrzucił czarną zbroję i wybielił się śmiercią brata. Zaangażowani widzowie są podzieleni niemal pół na pół i każdy chce aby w jego rozumieniu lepszy bohater wygrał. Można powiedzieć, że zbliżamy się do przebudzenia. Może w następnych wyborach zauważmymy, że PiS i PO mają niemal identyncze programy i obie są w zasadzie czarnymi charakterami.
Warto dodać, że wbrew temu jak się podaje wyniki w mediach Komorowski i Kaczyński nie mają poparcia w społeczeństwie rozłożonego pół na pół. Wśród zaangażowanych widzów spektaklu (połowa Polaków) owszem. Jednak druga połowa stoi z boku i przygląda się tej farsie najwyraźniej mocno znudzona.
nie głosowało – 45%
Komorowski – 29%
Kaczyński – 26%
Na razie tyle, żadnej sensownej notki na ciekawszy temat nie jestem teraz w stanie napisać.
Wrzucam dla radosnych wyborców Komorowskiego nagranie na temat przedwyborczych obietnic Platformy. Pamiętacie akcję 4xTAK! ? Szumne przedwyborcze zbieranie podpisów? Jeśli też złożyliście podpis, nie martwcie się, trafił do niszczarki z 750 000 innych. Władza została objęta, obietnice obsikane.
Cytuję jeszcze raz Mistkiewicza:
Jeśli antagonista jest dobry, słuchacze i widzowie wybaczą wszystko. Błędy potknięcia, niedoskonałości, niezborność programu, trudności z jego realizacją. Dopóki na scenie jest antagonista, dopóki jest tak dojmujący, będą występowali po jego stronie.
Oł yea, teraz mamy dwóch antagonistów, kibicujmy Platformie i PiSowi ad mortem defecatum.
Btw, śmialiśmy się z Miedwiediewa, misiaczka sterowanego przez Putina, to teraz wygłosowaliśmy podobną sytuację u nas
.
28 Czerwiec 2010 2 komentarzy
Dzisiaj wrzucam filmik Esoteric Agenda. Tytuł może troszkę nadmiernie ezoteryczny, ale film jest dokumentalny, traktuje o faktach o których nie mówi się w oficjalnym jedynym słusznym nauczaniu, ani tym bardziej w mainstreamowej telewizji, prasie czy radiu.
Niektóre rzeczy mogą zakrawać na żart dla osób przyzwyczajonych do jedynej słusznej wersji zdarzeń minionych i obecnych lansowanych przez wszystkie ośrodki kształtujące opinię, jednak myślę, że warto spróbować choćby w ramach poszerzania horyzontów obejrzeć przynajmniej częściowo
.
Mimo, że jest długi, wciąga i ogląda się dość szybko. Naszpikowany informacjami, ukazujący absurd ustroju w USA, oraz obnażający kto tak naprawdę zza kulis rządzi światem i na czym polega system finansowy.
I żeby nie było, nie ma to wiele związane z ‘teoriami spiskowymi’ – ten termin ukuto aby zdyskredytować niewygodne treści. Nic prostszego, zamiast wyszukiwać niewygodne treści i je usuwać łatwiej uruchomić mechanizm dzięki któremu ludzie sami z siebie odrzucają treści, które nie są dla nich ‘przeznaczone’.
Następne części w related.
25 Czerwiec 2010 3 komentarzy
Ale widocznie jestem jakaś dziwna, bo dzisiaj kupując śmiatanę należy się spodziewać np. takich fajnych wypełniaczy objętości: gumy guar, mączki chleba świętojańskiego, pektyny i oczywiście wszędobylskiej skrobi modyfikowanej. Taki jest skład najbardziej popularnej śmietany, inne w większości mają podobny skład, chyba tylko śmietana President składa się ze śmietany. Dobrze, że jeszcze mamy na tyle różnorodność, że można kupić czasem coś normalnego.
Nie śmietana tutaj jest ważna tylko ogół zjawiska. Piszę o tym jako kontynuację wpisu obalającego pogląd, że gdyby coś było szkodliwe byłoby zakazane.
Generalnie najbardziej mnie denerwuje jeśli chodzi o śmieciowe jedzenie na półkach sklepowych brak różnorodności w jogurtach, mlekach i serach. Oczywiście, pod kątem kolorowych opakowań i smaków o smaku E000 jest ogromna róznorodność. Ale nie o to mi chodzi.
Osobiście jak widzę napis mleko pasteryzowane po prostu nie kupuje (no chyba, że naprawdę muszę). Trudno, świat się nie zawali, ale jednak tak czasem sobie myślę jakże miło by było zjeść jogurt zrobiony z prawdziwego mleka a nie zupy martwych rozkładajacych się bakterii, jakże miło by było móc kupić coś po prostu i wiedzieć, że to jest normalne jedzenie, nie preparowane i wypełniane świństwami.
Co jakiś czas w gazetach porusza się temat szkodliwości mleka, ale nie
wiedzieć czemu to nic nie daje, mleko jak było sprzedawane pasteryzowane, wyjałowione ze wszelkich wartości tak sprzedawane jest dalej. Przypuszczam, że ludzie czekają aż szkodliwe rzeczy zostaną zakazane z góry, bo innej odpowiedzi nie widzę. Jeszcze raz piszę – nie będą. Taka anomalia nie będzie miała miejsca, bo wystarczy zalobbować odpowiednią sumką i po problemie. Gazety o tym piszą nie po to, aby rząd zakazał produkować, tylko po to by ludzie wiedzieli co kupują i mogli świadomie wybrać.
Skoro nie ma wyboru, to naprawdę nie wiem jaki jest problem w niekupowaniu mleka pasteryzowanego przez miesiąc czy dwa. Jeśli miliony osób przestaną codziennie kupować mleczko to straty dla firm mleczarskich przewyższą koszta produkcji i rozprowadzania normalnego mleka. Żadna firma nie pozwoli sobie bez walki na bankructwo i wyjście z branży. Pozostaje tylko obawa, że firma będzie lobbować do rządu o ustawę, która nie nakazuje umieszczania informacji czy mleko jest pasteryzowane, czy nie. Takie scenariusze sprawdziły się już w USA, nadzieja w naszych ukochanych sejmowych głowach w takim wypadku. Tak być nie powinno, ale jest.
Dlaczego czepiam się tak bardzo tego mleka. Głównie dlatego, bo mleko jest uważane za wspaniałe źródło wapnia, białka, witamin i wszystkiego i przez to wpycha się je na ogromną skalę (pij mleko, będziesz wielki!) dzieciom. I oczywiście tak, mleko jest zdrowe, ma witaminy, ma białko, ma wapń.
Ale nie mleko które zostało przegotowane w wysokich temperaturach kilka razy pod rząd. W takim mleku już nic nie ma, po za rozkładającymi się trupami bakterii, zarówno tych dobrych jak złych. Taka substancja jest zwyczajnie szkodliwa.
Dla mnie osobiście kwestia braku normalnego mleka, ani normalnych jogurtów (robione są z mleka pasteryzowanego, a jakże. czasem z mleka pasteryzowanego w proszku) jest o tyle też nie komfortowa, że jako osoba nie jedząca mięsa chętnie bym uzupełniała białko poprzez jedzenie nabiału. Pozostaje mi mleko sojowe, ale oczywiście nie doczytam sie na nim czy jest GMO czy nie GMO.
Sery żółte głównie są robione również z mleka pasteryzowanego, dodatkowo dodaje się do nich barwniki i często wypełnia jakimś syfem aby ładnie wyglądały. To są tak zwane wyroby seropodobne, kiedyś reporterzy uwagi robili na ten temat reportaż. Zachęcam do obejrzenia.
No i tyle jeśli chodzi o przetwory mleczne. I generalnie wiem, że to wszystko nie jest tak bardzo ważne, że wystarczy zrobić sobie 1-3 dni głodówki oczyszczającej i wszystko (lub prawie wszystko) elegancko zejdzie z organizmu. Jednak mimo tego dobija mnie wszechogarniający i wszechobecny chemizm dzisiejszej żywności, który stał się „normą”, czymś czego nie da się zmienić, przymusem „bo trzeba konserwować, wypełniać, modyfikować”. Nic nie trzeba.
PS: Wkurza mnie jeszcze strasznie nadużywanie słowa „naturalny” w reklamach. Ciągle się to robi, tylko w reklamach samochodów i kredytów się nie odwołuje do natury z oczywistych powodów. Wszystko jest super naturalne i super extra zdrowe. Ale reklama reklamą, można wszystko mówić, ważne żeby mieć własne nietelewizorowe myślenie.
24 Czerwiec 2010 Dodaj komentarz
Jako że żyjemy w rzeczywistości w której królują półprawdy i kłamstwa mamy możliwość przyglądania się odgrywanej na naszych oczach tragikomedii. To znaczy mamy taką możliwość, jeśli zechcemy obserwować to co się dzieje, zamiast zakładać klapki na oczy poprzez kupowanie wszystkiego co podetkną media opiniotwórcze.
Jak wszyscy wiemy prowadzący dwie wojny Obama dostał Nobla Pokojowego. Nie wiem naprawdę po co i za co, ale dostał. Teraz okazuje się, że dwie wojny dla wielkiego pokojowego przywódcy to za mało.
Armada ponad dwunastu amerykańskich i izraelskich okrętów wojennych zmierza w kierunku Morza Czerwonego. Minęła ona już Kanał Sueski i według opisu świadków, są w niej największe okręty wojenne jakich od wielu lat nie widziano w tej okolicy. W armadzie jest też lotniskowiec. / scr: blog Marka / scr: infowars.com /
Na temat wojny Izrael – Iran gdyba się już od conajmniej dwóch lat i akurat ta kwestia nie jest tutaj tak ważna. Natomiast od osoby, która została nagrodzona Pokojowym Noblem oczekiwałabym mediacji i działań które zaprowadzą rozejm między tymi państwami. Być może jestem zbyt wymagająca, nie wiem. Oczekiwałabym również natychmiastowego zakończenia wojny w Aganistanie. Jest to część totalnego zdewaluowania wszystkich wartości. Czekam aż zostanę nagrodzona Literackim Noblem w takim razie. Ba, Noblem z dziedziny fizyki, a co!
Żeby było zabawniej o ile Izrael ma poparcie USA, Iran ma poparcie Chin. Mam nadzieję, że w razie czego nie dojdzie do starcia tych dwóch mocarstw, ale raczej nie. Myślę, że Chiny prędzej mogą ostrzyć ząbki na Rosję i co najwyżej podrzucić jakieś wsparcie wojskowe Iranowi.
W lutym 2010 r. Chiny umocniły swoja obecność w Iranie zacieśniając współpracę w zakresie wydobycia gazu i ropy naftowej. Iran uzyskuje jawne poparcie Chin przeciwstawiających się eskalacji sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ w związku z irańskim programem atomowym. / scr: zenonbiusz /
Najbardziej oczywiście denerwuje mnie ten teatrzyk który się dla nas odgrywa. Ani słowa we wszystkich portalach informacyjnych o działaniach USA i Izraela. Dodatkowo ma miejsce równie napięta sytuacja między dwoma Koreami.
Dyplomata uznał obecną sytuację za ryzykowną, gdyż „wojna może wybuchnąć w każdej chwili (…) na Półwyspie Koreańskim z powodu nieuważnych manewrów wojskowych Korei Południowej”.
Sin nazwał zarzuty Seulu „farsą, uknutą przez USA i Koreę Południową na potrzeby celów politycznych”. Według niego Południe sfabrykowało rezultaty śledztwa „od A do Z”. / scr: dziennik /
To wszystko jest absolutnie idiotyczne. Nie ma najmniejszego znaczenia czy ktoś jest Chińczykiem, Arabem, czy Amerykaninem. Wszyscy jesteśmy ludźmi i na tym powinniśmy się skupić.
Takie odgórne rozgrywki ludzi, których wybraliśmy na naszych przedstawicieli, w ogóle nie powinny mieć miejsca. Wątpie aby żołnierze którzy ew. pójdą walczyć na tych frontach mieli ochotę się zabijać, ani tymbardziej wątpie by chciały wojny ich żony, dzieci oraz masa cywili która ucierpi jeśli te konflikty dojdą do skutku. Szkoda, że ludzkość nie przejżała na oczy przez te wszystkie stulecia prowadzenia wojen. I proszę mi nie mówić, że prowadzenie wojen jest rzeczą ludzką. Nie jest.
Wisienka na torcie z portalu informacyjne wp.pl o Obamie
Prezydent Obama chce budować porozumienie na świecie, nie chce wywołać III wojny światowej, chce szukać porozumienia, aby rozbrajać świat, a nie konfliktować.
O tak
.
Najnowsze komentarze