Cyrk smoleński wita, a ropa leci z nieba

Będąc nad morzem miałam przyjemność nie mieć kontaktu z cyrkiem jakim się karmi opinię publiczną. Katastrofa Smoleńska miała miejsce w kwietniu, mamy za sobą większą część lipca, ale mimo to dzięki wesołym wybrykom Palikota całyczas opinia publiczna jest karmiona idiotycznymi spekulacjami na ten temat.

Do popierania PiSu jest mi równie daleko co do popierania PO, jednak zajmowanie się nieustannie tym czy krzyż pod pałacem powinien stać czy nie, czy Gosiewski żyje i walczy z ruskimi na Włoszczowej, czy prezydent Kaczyński miał alkohol we krwi jest straszne. W Angorze też widziałam zacny wielki tytuł “Jak nie wyląduję to mnie zabije – słowa pilota samolotu”.

Afera z krzyżem pod pałacem jest żenująca. Jakby nie było zginęło nam blisko 100 osób z rządu (zresztą moim zdaniem zostało zabitych), a my, Polacy podobno, się wykłucamy, że krzyż nie może stać pod Pałacem Prezydenckim. To zdarzenie nie było ważne, to codzienność. Nie ma potrzeby tego symbolicznie upamiętniać. Nie tylko Kaczyński tam zginął przecież. Zresztą to był prezydent RP i z tego względu trochę szacunku mu się należy.

Przeraża mnie co robi z ludźmi papka medialna. Szczekają, gryzą się w telewizji, robią konflikt z niczego więc i my się gryziemi. Jedni stoją pod krzyżem pod pałacem inni podpisują petycje po drugiej stronie ulicy że krzyż ma być zlikwidowany. Straszne to jest. Czy krzyż jest ważny? Tak samo czy są ważne krzyże w szkołach o które też się robiło bezdenną awanturę? To są tylko symbole, przedmioty, którym niektórzy przypisują znaczenie i dla niektórych przedstawiają pewną wartość. Tak trudno jest nam uszanować odmienne potrzeby innych jak małym dzieciom w przedszkolu. W sumie może nie powinnam się dziwić, w końcu nasze państwo próbuje robić za przedszkolankę, więc się samoistnie obywatele dostosowują.

Cały ten kocioł związany z katastrofą smoleńską budzi we mnie pewne obawy. Całyczas się trajkocze o tym, zapycha się usta i oczy opini publicznej Palikotem, domniemanie pijanym Kaczyńskim, krzyżem i innymi rzeczami urwanymi z księżyca. A co się w tym czasie dzieje w sejmie? Co się dzieje na świecie?

W sejmie to nie wiem, na razie nie mam ochoty zaglądać nad jakimi nowymi ustawami nasi pracusie pracują. Ustawa o możliwości zabrania dziecka przez pracownika socjalnego bez wyroku sądu zasyciła mnie na długi czas.

A na świecie? Chociażby ropa całyczas się wylewa z zatoki Meksykańskiej. Spokojnie, spokojnie wcale nie przyjdzie do nas razem z prądami oceanicznymi. Tzn. nie powiedzą o tym. Moze nie ma takiej możliwości? Może jestem głupia, że tak uważam, zobaczymy.

Wolałabym być głupia, bo nie mówią też za bardzo jak miło jest w Ameryce dzięki tej rozlewającej się ropie. Można obejrzeć zdjęcia, ale to przyjmny widok nie jest. Na youtubie też można obejrzeć np. deszczyk z ropą w Luizianie. Fajnie co?

Nie wiem, może rząd Hiszpani, Francji albo cała Unia Europejska podejmie jakieś kroki aby to zatamować. W końcu mamy zdobycze nauki, XXI wiek jak się chce pewnie można coś wykombinować. Jakieś zbiorniki zasysające ropę poustawiać w bezpiecznej odległości od nas czy coś. Żartuje, ale nie wiem, coś na pewno można zrobić zanim to świństwo do nas dopłynie. Jeśli nie podejmie dla mnie to jest totalny idiotyzm. Póki co nic w mediach o takich planach nie słychać.

A tak przy okazji nie sądzicie, że to trochę dziwne? Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, później wyciek ropy na Morzu Czerwonym, wyciek ropy w Dailian w Chinach, we Wprost czytamy, że to samo może przydażyć się w Europie. Ja nic nie sugeruję, ale nieprawdopodobne zbiegi okoliczności czyż nie? Nagle wszystkie platformy wiertnicze i rurociągi pękają i zatruwają środowisko w najróżniejszych miejscach globu…

Mała odskocznia od jedynej słusznej wersji historii

Dzisiaj wrzucam filmik Esoteric Agenda. Tytuł może troszkę nadmiernie ezoteryczny, ale film jest dokumentalny, traktuje o faktach o których nie mówi się w oficjalnym jedynym słusznym nauczaniu, ani tym bardziej w mainstreamowej telewizji, prasie czy radiu.

Niektóre rzeczy mogą zakrawać na żart dla osób przyzwyczajonych do jedynej słusznej wersji zdarzeń minionych i obecnych lansowanych przez wszystkie ośrodki kształtujące opinię, jednak myślę, że warto spróbować choćby w ramach poszerzania horyzontów obejrzeć przynajmniej częściowo ;) .

Mimo, że jest długi, wciąga i ogląda się dość szybko. Naszpikowany informacjami, ukazujący absurd ustroju w USA, oraz obnażający kto tak naprawdę zza kulis rządzi światem i na czym polega system finansowy.

I żeby nie było, nie ma to wiele związane z ‘teoriami spiskowymi’ – ten termin ukuto aby zdyskredytować niewygodne treści. Nic prostszego, zamiast wyszukiwać niewygodne treści i je usuwać łatwiej uruchomić mechanizm dzięki któremu ludzie sami z siebie odrzucają treści, które nie są dla nich ‘przeznaczone’.

Następne części w related.

Absurd bez granic, służba zdrowia i Unia Europejska

Unia Europejska wkracza ze swoimi wspaniałymi pomysłami również w służbę zdrowia. Została przyjęta dyrektywa “absu… pacjenci bez granic”. Ma to umożliwić pacjentom korzystanie z zagranicznych szpitali i przybliżyć dotąd niedostępne dla biednego człowieka drogie zagraniczne kliniki- tak to się przedstawia w telewizji.

Jest to oczywiście absurdalne, ponieważ już od podpisania układu z Schengen granice mamy wolne i każdy może sobie wyjechać się leczyć, albo rodzić dziecko nawet na sam kraniec półwyspu iberyjskiego. Noł problem.  Natomiast czymś co jest dla mnie szokujące i tak dziwne, że trudno mi w to uwierzyć są szczegółowe postanowienia “Pacjentów bez granic”.

Europosłowie nie sądzą, że najtaniej wychodzi gdy obywatel zarobi niskoopodatkowane pieniądze i wyda je bezpośrednio w klinice raz na jakiś czas bez względu na to czy w Polskiej, Niemieckiej czy może Szwajcarskiej. Jego pieniądze, jego wybór. Pieniądze wtedy trafiają bezpośrednio do kliniki i wychodzi taniej – bo nie przechodzą przez dłuugą urzędniczą wyboistą ścieżkę gdzie wsiąkają w postaci pensji dla mało potrzebnych nam urzędników (i oby tylko w postaci tych pensji). Wychodzi też lepiej, bo kolejek półrocznych nie ma, stać klinikę na sprzęt i generalnie każdemu właścicielowi zależy by trzymać wysoki poziom, zatem jest czysto, miło i w miarę możliwości szybko.

Ale oczywiście nie. Unia Europejska tak nie sądzi.  Unia Europejska sądzi, że najlepiej jeśli wszystkie szpitale są najwyraźniej państwowe, bo dyrektywa zarządza, że NFZ ma obowiązek dopłacać do leczenia w polskich i zagranicznych PRYWATNYCH klinikach. Coś niesamowitego. Ciekawe skąd wziąć na to pieniądze.  Może z podatków, są przecież tak niskie i nieuciążliwe. Wszyscy kochamy podatki i “darmową” służbę zdrowia na wysokim poziomie.

Polacy wyjeżdżają też chętnie do Czech i Słowacji na prywatne konsultacje do specjalistów, a nawet lekarzy rodzinnych. Wizyty tam są tańsze niż w polskich gabinetach, a do tego nie ma kolejek.

Jeżeli zaczęłyby funkcjonować nowe przepisy, NFZ musiałby im zrefundować sto procent kosztów. – Dyrektywa to dobre rozwiązanie dla pacjentów, daje im wolny wybór – mówi Adam Kozierkiewicz, ekspert od ochrony zdrowia. / scr: gazeta prawna /

Jest to absuolutny kosmos. Albo leczymy się prywatnie, albo państwowo. Zmiany należy wprowadzić w kierunku prywatyzacji, choćby częściowej, co znacznie by odciążyło każdego obywatela (zamiast płacić składki na ZUS i wyższe podatki, odłożyć sobie pieniążki na wypadek choroby i wyjdzie taniej i przyjemniej), a nie w kierunku socjalizacji prywatnych spółek.

Ewa Kopacz przez pół roku nie zgadzała się na taki kształt dyrektywy, jednak w końcu musiała ulec. Od teraz NFZ (czyli my) będzie musiało pokryć koszt leczenia każdego polskiego pacjenta, który będzie leczył się w prywatnej klinice polskiej i zagranicznej. Po za tym bardzo lubię panią minister Ewę Kopacz jest jedną z nielicznych która naprawdę stara się działać w interesie Polski. Szczepionek przeciwko świńskiej grypie dzięki Bogu też nie zgodziła się kupić.

Straszne rzeczy z tą Unią Europejską.

PS: W środę odbyła się debata na Uniwersytecie Warszawskim 8 (słownie: ośmiu) kandydatów na prezydenta. Filmowały ją podobno ze 4 stacje telewizyjne. Transmisji się nie doczekaliśmy, ani żadnej sensownej wzmianki na ten temat jakby zupełnie jej nie było. Wobec tego, ciekawe kto blado wyszedł w tej debacie, że została przemilczana. Oburzające i ostateczny jasny dowód na to, że wolne media nie są wolne.

http://www.wykop.pl/ramka/382826/to-skandal-i-wstyd-dla-tvp-janina-jankowska-przewodniczaca-rady-programowej-tvp/

Zgadzam się, wstyd i skandal.


Znalazłam na youtubie fragment tej debaty, niestety tylko z Korwinem-Mikke. Może później przecieknie cała do internetu, albo nawet jakaś telewizja zdecyduje się ja wyemitować.

Brytyjczycy mają dość Unii Europejskiej!

Nie sądziłam, że coś takiego może się zdarzyć przy wszecheuropropagandzie korzyści i wspaniałości Unii. A jednak. Brytyjczycy, gdyby zostało przeprowadzone referendum głosowaliby za wyjściem z Unii Europejskiej.

Przeprowadzono badania opini publicznej na Wyspach Brytyjskich na temat UE. Wyniki są następujące – 42% jest za wyjściem z Unii, a 35% za pozostaniem. Tym samym 51% Brytyjczyków uważa, że członkostwo w UE jest szkodliwe dla Wielkiej Brytani, a tylko 31% że korzystne.

79% mieszkańców Wysp Brytyjskich jest przeciwne wprowadzeniu euro, a tylko 9% jest za. (Tymczasem w polskiej prasie opiniotwórczej i portalach informacyjncyh robi się z tych, którzy są przeciwni euro u nas niewykształconych durni.)

Daniel Hannan tak skomentował wyniki badań opini publicznej w UK:

Observe once again how – in Edmund Burke’s magnificent metaphor – the oxen are more sensible than the insects. A majority of Britons have reached the level-headed view that their country would be wealthier and freer if it made its own laws – despite this view not being advocated by a single political party represented in the House of Commons or a single national newspaper. People are wiser than their leaders. / src: link /

Myślę, że to samo można by powiedzieć o nas i naszych leaders w parlamencie i w mediach :)

Szczyt euro-ruski właśnie trwa

Właśnie odbywa się spotkanie przedstawicieli Rosji i Unii Europejskiej (dla tych którzy nie mogą się przyzwyczaić – m. in. nas) w Rostowie. Myślę, że to jest dobra okazja aby przyjżeć się z jakiej ziemii wyrastają kwiaty delegacji Europy.

José Manuel Barroso (Portugalia)
Przewodniczący KE; wcześniej minister spraw zagranicznych z nadania ugrupowań lewicowych, w młodości działał w partii komunistycznej; był m.in. oddanym działaczem maoistycznej grupy Ruch Reorganizacyjny Partii Proletariackiej.

Catherine Ashton (Wielka Brytania)
Wiceprzewodnicząca KE; wysoki przedstawiciel Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Komisji; wcześniej aktywna działaczka i skarbnik Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego, organizacji finansowanej przez rosyjskich komunistów.

Herman Van Rompuy (Belgia)
Od 1 grudnia 2009r. pierwszy stały przewodniczący Rady Europy (czyli de facto prezydent Unii Europejskiej – na mocy Traktatu Lizbońskiego); wcześniej całe życie działał w komunistycznej Chrześcijańskiej Partii Ludowej, członek spotkań grupy Bilderberg.

A to dopiero początek, gdy poszperamy okazuje się, że prawie wszyscy wysoko postawieni europosłowie sympatyzują lub sympatyzowali z socjalizmem.

I oczywiście tak bardzo by mnie to nie martwiło, gdyby nie fakt, że jesteśmy województwem w tej wielkiej nowalijce komunistycznej zwanej Unią Europejską i dosłownie nic nie mamy do gadania w polityce międzynarodowej. Zresztą nie tylko o politykę międzynarodową się rozchodzi, z własnych doświadczeń wiemy, że socjalizm się nie sprawdza i nie jest ustrojem w których chce się żyć i da się bogacić.

Wisienka na torcik – całyczas się mówi o tym jakże to Unii zależy na poszanowaniu tożsamości narodowej stanów członkowskich. A tutaj o. Ledwo co Rompuy został ogłoszony prezydentem UE, a już ogłosił, że czas najwyższy, by Unia Europejska w końcu narzuciła wspólne podatki krajom członkowskim. Jest również entuzjastą zastąpienia symboli narodowych, dowodów osobistych, wydarzeń sportowych, flag i hymnów państwowych unijnymi odpowiednikami.

Naprawdę, chyba najlepsze co możemy zrobić to jak najszybciej wycofać się z tego bagna. Lech Kaczyński ani Donald Tusk nie stanęli na wysokości zadania i ani nie przeczytali tratatu lizbońskiego, ani nie negocjowali odpowiednich warunków dla nas. I co dalej?

Jak nie drzwiami to oknem. Co? GMO

Dotychczas europejskie uprawy, pomijając kukurydzę, były wolne od roślin genetycznie modyfikowanych. Kukurydza już jest, starano się więc od 12 lat wprowadzić kolejną kosteczkę GMO – ziemniaka Amflorę. Były komisarz do spraw środowiska, Stawros Dimas wytrwale sprzeciwiał się temu. Dobrze, że w strukturach UE są/były jeszcze takie osoby.

Ale cóż, skoro drzwiami nie chciano wpuścić, GMO weszło oknem. Dokładnie takim sposobem uprawa genetycznie modyfikowanych ziemniaków stała się legalna w całej Unii Europejskiej (tak, u nas też i dzięki Traktatowi Lizbońskiemu nie mamy wiele do gadania). Jak do tego doszło? Uchwalono nową procedurę, która pozwala podejmować decyzję bez debaty na forum Komisji Europejskiej i bez konsultacji z komisarzem ds. środowiska.

Wobec tego po co utrzymujemy Komisję Europejską i komisarzy do różnych spraw, skoro decyzje można podejmować bez konsultacji z nimi? Nasza wspaniała Unia przestaje utrzymywać już nawet pozory (socjal)demokracji.

Modyfikowana żywność z pewnością i tak znajdowała się co jakiś czas w naszych sklepach, chociażby ta importowana. Jednak co innego importować (jak ktoś ma ochotę niech to kupuje), a co innego uprawiać GMO. Dlatego, bo uprawy GMO mają tendencję do rozprzestrzeniania się nie tylko na sąsiedznie uprawy, ale dosłownie wszędzie – wiatr niesie pyłki i nasionka roślin, które mają przewagę nad normalnymi roślinami. Niestety pod kątem wpływu na zdrowie człowieka nie mają przewagi, napiszę o tym kiedyś osobną notkę.

Natomiast może pojawić się pytanie: skoro jest to niezdrowe, czemu firmy tak walczą o to by uprawiać i sprzedawać GMO? Odpowiedź jest prosta. Pieniądze. Za uprawę GMO rolnicy płacą rolnikom opłaty licencyjne wysokości 30 mln euro. A jak pisalam GMO lubi się rozprzestrzeniać i wypierać normalne rośliny. Proces o nielegalne stosowanie nasion i nie płacenie licencji gotowy.

Ponadto nie wiem czy będzie się tutaj stosować takie praktyki jak w USA stosuje Mosanto – że co roku trzeba zakupić ponownie nasiona, nie można użyć nasion ze swoich zbiorów. Zyski firm GMO są horrendalne, dlatego mają w poważaniu czy klient jest zadowolony i czy choruje od ich cudownych karykatur żywności. Stać ich również na jak widać skuteczne lobbowanie w rządach.

(Jako ciekawostkę powiem, że w USA byli szefowie lub wysoko postawieni pracownicy zajmują ważne stanowiska w sektorze polityki rolnej. Co za zbieg okoliczności…)

Co europosłowie myślą o traktacie lizbońskim

Dzisiaj bez nadmiernego rozwodzenia się. Daję ponownie video, tym razem kilku europosłów, którzy wypowiedzieli się co naprawdę myślą o traktacie lizbońskim na forum europarlamentu.

Jak widać niechęć do traktatu lizbońskiego nie jest tylko chorym wymysłem uwstecznionych tradycjonalistów. Uczciwi europosłowie, również dostrzegają absurd i niebezpieczeństwo traktatu.

PS: Brawo dla tych posłów, którzy ponad dobry stołek i pieniądze przedkładają wierność ideałom i w sumie również moralności. A że większość przegłosowała ten traktat – cóż, gdy już się siedzi w Brukseli i zarabia do 25 000 euro miesięcznie podejrzewam, że nie specjalnie ma się ochotę zastanawiać i wychylać z własnymi kontrowersyjnymi opiniami.

(btw, nie wiem czy to jest jasne, te 25 000 euro nie bieże się z nieba, tylko m. in. z naszych podatków. Dawanie takich pensji jest wręcz gorącym zaproszeniem do porzucenia interesów państw członkowskich, na rzecz interesów posła. Posiedzę cicho póki kadencja się nie skończy! A co się będę wychylać, dobrą fuchę mam

To samo zresztą się odnosi do naszego parlamentu i sejmu)

Nawet ugrupowania komunistyczne manifestowały za przeprowadzeniem referendum we wszystkich krajach członkowskich! Kładziemy radosnym ruchem podwaliny pod kolejny system totalitarny i obawiam się, że wcale nie przesadzam.

Edit: 22:58
Dodaję jeszcze wypowiedź europosła Nigel’a Farage na temat przeforsowania Traktatu Lizbońskiego mimo negatywnego wyniku referendum.

Jeśli chcemy być Unijczykami, musimy zrozumieć

Wolne media rozwodzą się nad zaletami Unii i nad korzyściami dla Polski związanymi z niesamowitymi dotacjami. Żadnej krytyki. O cudownym euro i braku krytyki w mediach już pisałam w poście “Eurosuwerenność“. Ogółem zamiast słuchać tych bzdur w tv o korzyściach dla PL można sobie markerem napisać na kartce “Unia jest cudotwórcza.” i nalepić na telewizor. Efekt ten sam.

Nie rozumiem dlaczego tak łatwo i lekko uwierzyliśmy, że Unia Europejska daje bezinteresownie miliardy “dotacji” na rozwój. Jak wiemy w polityce nie ma przyjaciół, są conajwyżej partnerzy i pieniędzmi nie sypie się ot tak. Po za tym chyba oczywiste jest, że żeby sypać pieniędzmy najpierw trzeba je uzbierać.

Wszystkie państwa członkowskie płacą składki na rzecz Unii i z tych pieniędzy się rozporządza sprawami państw członkowskich. Nazwałabym te składki podatkami. My płacimy podatki państwu, część pieniędzy się rozpływa między urzędników, a następnie państwo płaci podatki Unii i jeszcze większa część pieniędzy rozpływa się w gigantycznej biurokacji Unii. Teraz nasze zarobione pieniążki z podatków wracają uszczuplone o pensje dla tych wszystkich urzędasów w postaci dotacji dla rolników, dotacji dla rozwoju, etc. etc.

Moje pytanie: PO CO?!

Dlaczego trzeba było oddawać inicjatywę dofinansowań Unii Europejskiej. W Polsce funkcjonowały dofinansowania już wcześniej. Pójdę krok dalej, dlaczego nie można od razu znieść podatków i niech każdy sobie sam wypracuje “dotacje” na swoje gospodarstwo rolne, na swoją firmę, na działalność społeczną na rzecz czegoś tam jeśli ma takie życzenie i tak dalej. Wtedy z wypracowanych pieniędzy będziemy opłacać to co jest naprawdę potrzebne, a nie pracę kapryśnego urzędnika, nie ważne unijnego czy polskiego.

Nie mogę zrozumieć jak to się dzieje, że media wciskają nam widoczne gołym okiem półprawdy i półkłamstwa, a my to połykamy w całości i się cieszymy z tego jaka ciocia Unia jest fajna, dofinansowuje Polskę! Błagam. To co powiem teraz będzie radykalne i niepopularne, ale Unia nas nie dofinansowuje. Ona nas okrada.

Co roku nasze składki na Unię Europejską są coraz wyższe. Nie specjalnie mnie to dziwi, to oczywiste – im dalej w las, tym więcej drzew. Im dalej w Unię tym więcej ustaw i pracy urzędników do opłacenia. Naprzykład ustawy o wymaganym kształcie ogórka i banana. Na nic lepszego pieniądze z naszych podatków nie mogły powędrować.

Zgodnie z wyliczeniami na stronie patriota.pl na 9 miliardów składki przypada nam 6,5 miliardów dotacji. 2,5 miliardy złotych idzie na prostowanie bananów zamiast np: budowę autostrad, dofinansowanie służby zdrowia, czy cokolwiek innego, czego potrzebujemy MY, a nie bogaci po dziurki w nosie urzędnicy.

Mimo tego, że nie lubię epatować takimi sloganami jak “doprowadzanie do utraty niepodległości” czy “pogłębianie nędzy obywateli” użycie ich tutaj jest w 100% zasadnie. Niepodległość straciliśmy i nie mieliśmy nic do gadania (bo konstytucyjne prawo do referendum w sprawie przekazania władzy nad krajem zostało sponiewierane i przemilczane przez wszystkie, bez wyjątku, wolne media, co więcej Pan Tusk nie raczył, aby chociaż ten traktat przed podpisaniem przeczytać), a bogactwa na pewno nam nie przydaje przepływ naszych pieniędzy przez te wszystkie szczeble biurokracji lokalnej (państwowej) i uninej.

Tak na marginesie, niektórym patriotom łzy się cisną do oczu i ciskają gromy za to, że podczas potopu szwedzkiego Polska szlachta “sprzedała” Polskę zamiast bronić interesu ojczyzny. Właśnie dzieje się to samo tylko w wersji współczesnej i pozbawionej akcentów wojennych. Za czasów potopu szwedzkiego Polacy podpisali umowę, że oddadzą ojczyznę w zamian za zachowanie tytułów i majątków. Teraz sprzedajemy ojczyznę w zamian za “dotacje” Unijne, które są fikcją! Polska wyszła obronną ręką z potopu szwedzkiego, wierzę, że teraz będzie tak samo.

Natomiast pytanie, czemu tytuł postu jest taki, a nie inny. Przecież przystąpiliśmy do Unii, podpisaliśmy traktat i jeśli wybierzemy Komorowskiego czy innego Kaczyńskiego nie ma co liczyć na zmiany na lepsze. Napisałam taki tytuł dlatego, że narazie jesteśmy ślepymi Unijczykami. I niestety, proces uzdrawiania boli. Zawsze.

Eurosuwerenność

Tytuł notki jest przewrotny, bo tak naprawdę chodzi o utratę suwerenności. Donald Tusk niebywale śpieszy się z wprowadzeniem euro do Polski jakby miało to być zbawieniem dla gospodarki i narodu. Zbawienia na pewno nie będzie, prędzej stagnacja gospodarcza, lub argentyńskie kryzysy.

Nie ma państwa, które (chodzi o obywateli) byłoby zadowolone z wprowadzenia euro. Ceny rosną, ale nie płace. Zresztą nie to jest największym tutaj problemem tylko zrzeczenie się państwowej polityki monetarnej.

Dlaczego ważne jest, aby państwo miało własną politykę monetarną? Ponieważ w razie kryzysu, lub innych problemów gospodarczych, państwo dysponuje wtedy szeregiem narzędzi przeciwkryzysowych.

Dzięki temu, że Polska dysponowała takimi narzędziami np. podczas reformy Grabskiego, po wprowadzeniu złotego, który okazał się za silny dla raczkującej polskiej gospodarki możliwa była dewaluacja pieniądza.

Jeśli przyjmiemy euro, nie będzie można go dewaluować (ani nic innego samodzielnie zrobić), ponieważ trzeba to wtedy zrobić w całej strefie euro, a np. dla gospodarki Niemiec dewaluacja byłaby wysoce niekorzystna. Natomiast niemal pewne jest, że będzie to potrzebne, aby uniknąć u nas stagnacji gospodarczej, ponieważ euro, podobnie jak niegdyś złoty jest za silny.

Aktualnie następuje proces umacniania się złotego względem euro i za parę lat być może gospodarka Polska dobiłaby do poziomu w którym przyjęcie euro nie spowodowałoby szoku gospodarczego. Byłoby to dla nas mniejsze zło. Ale politykom niebywale się śpieszy, euro miało być w 2012, będzie już w 2011! A najlepiej byłoby nam bez euro.

Historia nauczyła nas doskonale, że gospodarka centralnie zarządzana i wszelkie próby centralizacji władzy na dużych terenach zawodzą i są szkodliwe dla obywateli. Nie rozumiem wobec tego, czemu pchamy się z taką radością i lekkością w objęcia scentralizowania zarządzania gospodarką państw europejskich. Współpraca – ok. Tworzenie jednego państwa – absolutnie nie.

Wolne media nie kwapią się by mówić o szczegółach przyjmowania euro. Czasem przebąkuje się o relatywnych możliwościach problemów. A już na pewno, żaden dziennikarz wolnej telewizji nie użyje sformułowania ‘zrzeczenie się własnej waluty na rzecz ogólnoeuropejskiego euro’.

Od momentu wprowadzenia euro, nie będzie już polityki monetarnej Polski. Rejon ‘Polska’ będzie częścią polityki monetarnej strefy euro, zarządzanej przez Centralny Bank Europejski. Jest to dla nas (i nie tylko) niekorzystne z prostej przyczyny. CBC kieruje się głównie dobrem gospodarczym Niemiec czy Francji, których PKB zamuje większość PKB unijnego. I to jest zrozumiałe, my i nasz 3% wkład w PKB Unii możemy się schować, więc po co nam tak pilno do tego obcego pieniądza?

Jedna waluta może mieć sens, tylko i wyłącznie przy w miarę równomiernym poziomie gospodarczym we wszystkich państwach przyjmujących wspólną walutę. Może mieć sens, ale to nie znaczy jeszcze, że nie jest szkodliwa. Centralizacja władzy jest szkodliwa i nie mamy problemy z przyznaniem tego odnoście centralizacji władzy w monarchiach despotycznych, w systemach totalitarnych a już zwłaszcza w przypadku ZSSR. Przyznajemy wszyscy, że nie sposób zajmować się wszystkim zarządzając z jednego miejsca. Jednak w stosunku do centralizacji Unii Europejskiej jakoś w ogóle nie mamy obaw i nie widzimy podobieństw. Wspólna armia, wspólne podręczniki, wspólna waluta, co jeszcze?

Najciekawsze jest to, że ci którzy najbardziej ostentacyjnie walczą z komuchami i z wywiadem byłego ustroju w gruncie rzeczy najgoręcej i jak najszybciej wpychają nas w objęcia scentralizowanej Europy.

Zwróćmy uwagę, że rewolucja bolszewicka też wydawała się zbawienna i jej hasła programowe wzbudzały ufność. Dopiero później przestało być fajnie i komunizm pokazał różki. Tak samo my teraz, zamiast skupić się na poprawie warunków w kraju myślimy, że Unia nas zbawi i wprowadzi u nas Niemiecki czy Irlandzki dobrobyt.

Nie wprowadzi, a euro już na pewno w tym nie pomoże. Nie bez przyczyny Wielka Brytania i Dania zastrzegły sobie traktatami akcesyjnymi, że nie wprowadzą euro i koniec. Dlaczego my mamy wprowadzać?

Wprowadzenie u nas waluty, której rytm nadają wysokorozwinięte gospodarczo państwa można porównać do wprowadzenia w Argentynie w 1991 roku dolara amerykańskiego. Nie przyniosło i nadal nie przynosi to nic dobrego. Napiszę o tym osobną notatkę.

Jest jeszcze jeden aspekt wprowadzania euro, który być może jest nadzwyczajnie atrakcyjny dla ‘elit’ politycznych. Podaje nam się bez ogródek, że euro nie zostanie wprowadzone po cenach jakie ustali rynek, tylko po cenie ustalonej odgórnie. Tutaj też historia uczyła nas, że nic dobrego z odgórnego ustalania jakichkolwiek cen nie przychodzi. Natomiast z pewnością sporo pieniędzy może popłynąć tam gdzie nie powinno z powodu różnicy między ceną rynkową euro, a ceną ustaloną odgórnie. Mam gorącą nadzieję, że to nie o to chodzi naszemu rządowi tak śpiesznemu do przyjęcia euro:).

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.