Eurosuwerenność

Tytuł notki jest przewrotny, bo tak naprawdę chodzi o utratę suwerenności. Donald Tusk niebywale śpieszy się z wprowadzeniem euro do Polski jakby miało to być zbawieniem dla gospodarki i narodu. Zbawienia na pewno nie będzie, prędzej stagnacja gospodarcza, lub argentyńskie kryzysy.

Nie ma państwa, które (chodzi o obywateli) byłoby zadowolone z wprowadzenia euro. Ceny rosną, ale nie płace. Zresztą nie to jest największym tutaj problemem tylko zrzeczenie się państwowej polityki monetarnej.

Dlaczego ważne jest, aby państwo miało własną politykę monetarną? Ponieważ w razie kryzysu, lub innych problemów gospodarczych, państwo dysponuje wtedy szeregiem narzędzi przeciwkryzysowych.

Dzięki temu, że Polska dysponowała takimi narzędziami np. podczas reformy Grabskiego, po wprowadzeniu złotego, który okazał się za silny dla raczkującej polskiej gospodarki możliwa była dewaluacja pieniądza.

Jeśli przyjmiemy euro, nie będzie można go dewaluować (ani nic innego samodzielnie zrobić), ponieważ trzeba to wtedy zrobić w całej strefie euro, a np. dla gospodarki Niemiec dewaluacja byłaby wysoce niekorzystna. Natomiast niemal pewne jest, że będzie to potrzebne, aby uniknąć u nas stagnacji gospodarczej, ponieważ euro, podobnie jak niegdyś złoty jest za silny.

Aktualnie następuje proces umacniania się złotego względem euro i za parę lat być może gospodarka Polska dobiłaby do poziomu w którym przyjęcie euro nie spowodowałoby szoku gospodarczego. Byłoby to dla nas mniejsze zło. Ale politykom niebywale się śpieszy, euro miało być w 2012, będzie już w 2011! A najlepiej byłoby nam bez euro.

Historia nauczyła nas doskonale, że gospodarka centralnie zarządzana i wszelkie próby centralizacji władzy na dużych terenach zawodzą i są szkodliwe dla obywateli. Nie rozumiem wobec tego, czemu pchamy się z taką radością i lekkością w objęcia scentralizowania zarządzania gospodarką państw europejskich. Współpraca – ok. Tworzenie jednego państwa – absolutnie nie.

Wolne media nie kwapią się by mówić o szczegółach przyjmowania euro. Czasem przebąkuje się o relatywnych możliwościach problemów. A już na pewno, żaden dziennikarz wolnej telewizji nie użyje sformułowania ‚zrzeczenie się własnej waluty na rzecz ogólnoeuropejskiego euro’.

Od momentu wprowadzenia euro, nie będzie już polityki monetarnej Polski. Rejon ‚Polska’ będzie częścią polityki monetarnej strefy euro, zarządzanej przez Centralny Bank Europejski. Jest to dla nas (i nie tylko) niekorzystne z prostej przyczyny. CBC kieruje się głównie dobrem gospodarczym Niemiec czy Francji, których PKB zamuje większość PKB unijnego. I to jest zrozumiałe, my i nasz 3% wkład w PKB Unii możemy się schować, więc po co nam tak pilno do tego obcego pieniądza?

Jedna waluta może mieć sens, tylko i wyłącznie przy w miarę równomiernym poziomie gospodarczym we wszystkich państwach przyjmujących wspólną walutę. Może mieć sens, ale to nie znaczy jeszcze, że nie jest szkodliwa. Centralizacja władzy jest szkodliwa i nie mamy problemy z przyznaniem tego odnoście centralizacji władzy w monarchiach despotycznych, w systemach totalitarnych a już zwłaszcza w przypadku ZSSR. Przyznajemy wszyscy, że nie sposób zajmować się wszystkim zarządzając z jednego miejsca. Jednak w stosunku do centralizacji Unii Europejskiej jakoś w ogóle nie mamy obaw i nie widzimy podobieństw. Wspólna armia, wspólne podręczniki, wspólna waluta, co jeszcze?

Najciekawsze jest to, że ci którzy najbardziej ostentacyjnie walczą z komuchami i z wywiadem byłego ustroju w gruncie rzeczy najgoręcej i jak najszybciej wpychają nas w objęcia scentralizowanej Europy.

Zwróćmy uwagę, że rewolucja bolszewicka też wydawała się zbawienna i jej hasła programowe wzbudzały ufność. Dopiero później przestało być fajnie i komunizm pokazał różki. Tak samo my teraz, zamiast skupić się na poprawie warunków w kraju myślimy, że Unia nas zbawi i wprowadzi u nas Niemiecki czy Irlandzki dobrobyt.

Nie wprowadzi, a euro już na pewno w tym nie pomoże. Nie bez przyczyny Wielka Brytania i Dania zastrzegły sobie traktatami akcesyjnymi, że nie wprowadzą euro i koniec. Dlaczego my mamy wprowadzać?

Wprowadzenie u nas waluty, której rytm nadają wysokorozwinięte gospodarczo państwa można porównać do wprowadzenia w Argentynie w 1991 roku dolara amerykańskiego. Nie przyniosło i nadal nie przynosi to nic dobrego. Napiszę o tym osobną notatkę.

Jest jeszcze jeden aspekt wprowadzania euro, który być może jest nadzwyczajnie atrakcyjny dla ‚elit’ politycznych. Podaje nam się bez ogródek, że euro nie zostanie wprowadzone po cenach jakie ustali rynek, tylko po cenie ustalonej odgórnie. Tutaj też historia uczyła nas, że nic dobrego z odgórnego ustalania jakichkolwiek cen nie przychodzi. Natomiast z pewnością sporo pieniędzy może popłynąć tam gdzie nie powinno z powodu różnicy między ceną rynkową euro, a ceną ustaloną odgórnie. Mam gorącą nadzieję, że to nie o to chodzi naszemu rządowi tak śpiesznemu do przyjęcia euro:).

Reklamy

One Response to Eurosuwerenność

  1. Pingback: Jeśli chcemy być Unijczykami, musimy zrozumieć « rakpap

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: