Cyrk smoleński wita, a ropa leci z nieba

Będąc nad morzem miałam przyjemność nie mieć kontaktu z cyrkiem jakim się karmi opinię publiczną. Katastrofa Smoleńska miała miejsce w kwietniu, mamy za sobą większą część lipca, ale mimo to dzięki wesołym wybrykom Palikota całyczas opinia publiczna jest karmiona idiotycznymi spekulacjami na ten temat.

Do popierania PiSu jest mi równie daleko co do popierania PO, jednak zajmowanie się nieustannie tym czy krzyż pod pałacem powinien stać czy nie, czy Gosiewski żyje i walczy z ruskimi na Włoszczowej, czy prezydent Kaczyński miał alkohol we krwi jest straszne. W Angorze też widziałam zacny wielki tytuł „Jak nie wyląduję to mnie zabije – słowa pilota samolotu”.

Afera z krzyżem pod pałacem jest żenująca. Jakby nie było zginęło nam blisko 100 osób z rządu (zresztą moim zdaniem zostało zabitych), a my, Polacy podobno, się wykłucamy, że krzyż nie może stać pod Pałacem Prezydenckim. To zdarzenie nie było ważne, to codzienność. Nie ma potrzeby tego symbolicznie upamiętniać. Nie tylko Kaczyński tam zginął przecież. Zresztą to był prezydent RP i z tego względu trochę szacunku mu się należy.

Przeraża mnie co robi z ludźmi papka medialna. Szczekają, gryzą się w telewizji, robią konflikt z niczego więc i my się gryziemi. Jedni stoją pod krzyżem pod pałacem inni podpisują petycje po drugiej stronie ulicy że krzyż ma być zlikwidowany. Straszne to jest. Czy krzyż jest ważny? Tak samo czy są ważne krzyże w szkołach o które też się robiło bezdenną awanturę? To są tylko symbole, przedmioty, którym niektórzy przypisują znaczenie i dla niektórych przedstawiają pewną wartość. Tak trudno jest nam uszanować odmienne potrzeby innych jak małym dzieciom w przedszkolu. W sumie może nie powinnam się dziwić, w końcu nasze państwo próbuje robić za przedszkolankę, więc się samoistnie obywatele dostosowują.

Cały ten kocioł związany z katastrofą smoleńską budzi we mnie pewne obawy. Całyczas się trajkocze o tym, zapycha się usta i oczy opini publicznej Palikotem, domniemanie pijanym Kaczyńskim, krzyżem i innymi rzeczami urwanymi z księżyca. A co się w tym czasie dzieje w sejmie? Co się dzieje na świecie?

W sejmie to nie wiem, na razie nie mam ochoty zaglądać nad jakimi nowymi ustawami nasi pracusie pracują. Ustawa o możliwości zabrania dziecka przez pracownika socjalnego bez wyroku sądu zasyciła mnie na długi czas.

A na świecie? Chociażby ropa całyczas się wylewa z zatoki Meksykańskiej. Spokojnie, spokojnie wcale nie przyjdzie do nas razem z prądami oceanicznymi. Tzn. nie powiedzą o tym. Moze nie ma takiej możliwości? Może jestem głupia, że tak uważam, zobaczymy.

Wolałabym być głupia, bo nie mówią też za bardzo jak miło jest w Ameryce dzięki tej rozlewającej się ropie. Można obejrzeć zdjęcia, ale to przyjmny widok nie jest. Na youtubie też można obejrzeć np. deszczyk z ropą w Luizianie. Fajnie co?

Nie wiem, może rząd Hiszpani, Francji albo cała Unia Europejska podejmie jakieś kroki aby to zatamować. W końcu mamy zdobycze nauki, XXI wiek jak się chce pewnie można coś wykombinować. Jakieś zbiorniki zasysające ropę poustawiać w bezpiecznej odległości od nas czy coś. Żartuje, ale nie wiem, coś na pewno można zrobić zanim to świństwo do nas dopłynie. Jeśli nie podejmie dla mnie to jest totalny idiotyzm. Póki co nic w mediach o takich planach nie słychać.

A tak przy okazji nie sądzicie, że to trochę dziwne? Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, później wyciek ropy na Morzu Czerwonym, wyciek ropy w Dailian w Chinach, we Wprost czytamy, że to samo może przydażyć się w Europie. Ja nic nie sugeruję, ale nieprawdopodobne zbiegi okoliczności czyż nie? Nagle wszystkie platformy wiertnicze i rurociągi pękają i zatruwają środowisko w najróżniejszych miejscach globu…

Kredytowy dobrobycik w skali państwowej

Jak wszystkim wiadomo jesteśmy krajem zadłużonym, żeby nie użyć delikatnie słowa rozkradzionym, niekoniecznie bogatym. Nasz dług wynosi 500% przychodów budżetu, średnia pensja ledwo starcza na pokrycie kosztów życia, służba zdrowia jest jak w krajach trzeciego świata. Nie trzeba dalej wyliczać.

Ale nie, to wszystko nie prawda. Jesteśmy wielkim mocarstwem, które stać na pomoc krajom strefy euro. Wcale nie jest tak, że nie weszliśmy do tej strefy z powodu niedostatecznego rozwoju i niedostawania do Niemiec czy Francji (naszczęście).

Polska przekaże 115 mld zł na ratowanie krajów strefy euro?
Taką kwotę wyliczył bank Goldman Sachs opierając się na wysokości zebranych przez nasz kraj rezerw walutowych – pisze „Rzeczpospolita” / scr: gazeta.pl /

Z pewnością większość czytając taki artykuł uważa, że skoro tyle nam wyliczyli to z pewnością tyle jesteśmy w stanie dać. Niestety trzeba całyczas myśleć. 115mld zł to jest połowa naszego rocznego budżetu! Budżetu z którego nie starcza na emerytury, na służbę zdrowia i sratata (gdyby był dobrze zarządzany to starczałby z nadwiązką, ale jak widać bardzo lubimy polski kredytowy dobrobycik:).

Oczywiście nie oddamy połowy budżetu, ponieważ musimy opłacić „państwo”, raczej też nie oddamy rezerw walutowych, więc radośnie zaciągniemy kolejny kredycik i nasz deficyt wzrośnie do 55% PKB. Ziarnko do ziarnka, nie dawno zaciągneliśmy jeszcze kolejny miliard euro na walkę z kryzysem, którego u nas podobno nie było. Było, nie było kredytowy dobrobycik Platformy przodem.

Wspaniała instytucja jaką jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy, która jest królem nad królami we wtykaniu kredycików i walnie przyczyniła się do kryzysów w Argentynie i Grecji, zadbała o to byśmy mieli jeszcze dogodniejsze warunki przyjmowania kredytu.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) ogłosił w piątek, że Polska może już korzystać z elastycznej linii kredytowej na 20,43 mld dolarów.

Polska skorzystała już między majem 2009 roku a majem 2010 roku z tego rodzaju możliwości, zarezerwowanej dla krajów uważanych za dobrze zarządzane i wykorzystujące te środki na zapobieganie kryzysom. / scr: gazetaprawna.pl /

Właśnie tego było nam trzeba. Warto dodać, że minister Rostowski wypowiedział się, że brak możliwości zaciągnięcia kolejnego długu byłby ogromnym zagrożeniem dla Polskiej gospodarki! Coś niesamowitego. Z drugiej strony w momencie w jakim się znaleźliśmy trudno cokolwiek zrobić sensownego dla poprawy Polskiej gospodarki. Jedyne rozwiązanie terapia szokowa. Poboli, ale się wyleczy, zamiast kredytowego dobrobyciku prowadzącego prosto w greckie koryto.

Dodatkowo warto zauważyć, że wspomniany Goldman Sachs przyczynił się do kryzysu w Grecji. Zachęcam do przeczytania fragmentów artykułu na ten temat.

Minister finansów przeprowadził pod koniec 2009 r. ogromną operację swapową. Operacja polskiego MF polegała na okresowej zamianie posiadanych walut na złote. FX-Swap to transakcja oparta na umowie, że w przyszłości fiskus wymieni się z kontrahentem walutą po z góry ustalonym kursie, czyli polegająca na zastawieniu walut posiadanych przez budżet państwa – coś na kształt opcji walutowych. Pomocy przy tym udzieliły komercyjne banki zagraniczne (Goldman Sachs).
(…)
W Grecji swapami walutowymi dilował bank inwestycyjny Goldman Sachs, który zarabiając na dwa fronty oszukiwał swoich klientów i akcjonariuszy. W USA toczy się kilka procesów, a ten właśnie bank jest podejrzewany o to, że delikatnie mówiąc mógł znacząco przyczynić się do rozwoju obecnego kryzysu . Inżynieria finansowa zastosowana w Grecji, a teraz jak widać i w Polsce ma w oczach specjalistów dosyć jednoznaczny wydźwięk i kolokwialnie nazywana jest „wałem” . Problem umoczenia Goldman Sachs w sprawy kryzysu i kreatywnych księgowości czy wprost oszustw (klienci i akcjonariusze) jak się okazuje nabiera tempa w szerszym „cywilizowanym” świecie. Tematem tym zajmuje się już Bruksela, Londyn i rozwścieczony ostatnio Berlin. Rządy, firmy, oraz inne banki przygotowują się do wytoczenia procesu bankowi Goldman Sachs z poważnymi roszczeniami finansowymi. Angielski nadzór finansowy ma na żądanie premiera przeprowadzić śledztwo wobec GS. Działania tego banku określono jako moralne bankructwo i jedną z najgorszych defraudacji.
(…)
W brytyjskim Urzędzie Regulacji Rynków Finansowych Goldman Sachs złożył wniosek o zgodę na otwarcie biura w Warszawie. A urząd taką zgodę wyraził.
(…)
Ważniejszy wydaje się tu powiązanie tego wejścia z planami prywatyzacyjnymi Ministerstwa Skarbu Państwa. To jednak nie jest żadna nowinka gdyż faktyczna współpraca Goldman Sachs z ministerstwem w sprawie prywatyzacji spółek z udziałem Skarbu Państwa trwa już od wielu lat. Teraz bankowcy z Goldman Sachs przygotowują się do prywatyzacji PZU. Szefem Goldman Sachs w Polsce ma być kto? Yes Yes Yes sympatyczny łagodzący negatywny wizerunek banku pan K. Marcinkiewicz. / scr: nwo /

Najwybitniejszy pisarz nie zdołałby chyba wymyśleć tak zawiłej fabuły jaką pisze dla siebie Polska polityka.

Mała odskocznia od jedynej słusznej wersji historii

Dzisiaj wrzucam filmik Esoteric Agenda. Tytuł może troszkę nadmiernie ezoteryczny, ale film jest dokumentalny, traktuje o faktach o których nie mówi się w oficjalnym jedynym słusznym nauczaniu, ani tym bardziej w mainstreamowej telewizji, prasie czy radiu.

Niektóre rzeczy mogą zakrawać na żart dla osób przyzwyczajonych do jedynej słusznej wersji zdarzeń minionych i obecnych lansowanych przez wszystkie ośrodki kształtujące opinię, jednak myślę, że warto spróbować choćby w ramach poszerzania horyzontów obejrzeć przynajmniej częściowo ;).

Mimo, że jest długi, wciąga i ogląda się dość szybko. Naszpikowany informacjami, ukazujący absurd ustroju w USA, oraz obnażający kto tak naprawdę zza kulis rządzi światem i na czym polega system finansowy.

I żeby nie było, nie ma to wiele związane z ‚teoriami spiskowymi’ – ten termin ukuto aby zdyskredytować niewygodne treści. Nic prostszego, zamiast wyszukiwać niewygodne treści i je usuwać łatwiej uruchomić mechanizm dzięki któremu ludzie sami z siebie odrzucają treści, które nie są dla nich ‚przeznaczone’.

Następne części w related.

Kupując śmietanę spodziewam się śmietany

Ale widocznie jestem jakaś dziwna, bo dzisiaj kupując śmiatanę należy się spodziewać np. takich fajnych wypełniaczy objętości: gumy guar, mączki chleba świętojańskiego, pektyny i oczywiście wszędobylskiej skrobi modyfikowanej. Taki jest skład najbardziej popularnej śmietany, inne w większości mają podobny skład, chyba tylko śmietana President składa się ze śmietany. Dobrze, że jeszcze mamy na tyle różnorodność, że można kupić czasem coś normalnego.

Nie śmietana tutaj jest ważna tylko ogół zjawiska. Piszę o tym jako kontynuację wpisu obalającego pogląd, że gdyby coś było szkodliwe byłoby zakazane.

Generalnie najbardziej mnie denerwuje jeśli chodzi o śmieciowe jedzenie na półkach sklepowych brak różnorodności w jogurtach, mlekach i serach. Oczywiście, pod kątem kolorowych opakowań i smaków o smaku E000 jest ogromna róznorodność. Ale nie o to mi chodzi.

Osobiście jak widzę napis mleko pasteryzowane po prostu nie kupuje (no chyba, że naprawdę muszę). Trudno, świat się nie zawali, ale jednak tak czasem sobie myślę jakże miło by było zjeść jogurt zrobiony z prawdziwego mleka a nie zupy martwych rozkładajacych się bakterii, jakże miło by było móc kupić coś po prostu i wiedzieć, że to jest normalne jedzenie, nie preparowane i wypełniane świństwami.

Co jakiś czas w gazetach porusza się temat szkodliwości mleka, ale nie pij mleko będziesz kalekąwiedzieć czemu to nic nie daje, mleko jak było sprzedawane pasteryzowane, wyjałowione ze wszelkich wartości tak sprzedawane jest dalej. Przypuszczam, że ludzie czekają aż szkodliwe rzeczy zostaną zakazane z góry, bo innej odpowiedzi nie widzę. Jeszcze raz piszę – nie będą. Taka anomalia nie będzie miała miejsca, bo wystarczy zalobbować odpowiednią sumką i po problemie. Gazety o tym piszą nie po to, aby rząd zakazał produkować, tylko po to by ludzie wiedzieli co kupują i mogli świadomie wybrać.

Skoro nie ma wyboru, to naprawdę nie wiem jaki jest problem w niekupowaniu mleka pasteryzowanego przez miesiąc czy dwa. Jeśli miliony osób przestaną codziennie kupować mleczko to straty dla firm mleczarskich przewyższą koszta produkcji i rozprowadzania normalnego mleka. Żadna firma nie pozwoli sobie bez walki na bankructwo i wyjście z branży. Pozostaje tylko obawa, że firma będzie lobbować do rządu o ustawę, która nie nakazuje umieszczania informacji czy mleko jest pasteryzowane, czy nie. Takie scenariusze sprawdziły się już w USA, nadzieja w naszych ukochanych sejmowych głowach w takim wypadku. Tak być nie powinno, ale jest.

Dlaczego czepiam się tak bardzo tego mleka. Głównie dlatego, bo mleko jest uważane za wspaniałe źródło wapnia, białka, witamin i wszystkiego i przez to wpycha się je na ogromną skalę (pij mleko, będziesz wielki!) dzieciom. I oczywiście tak, mleko jest zdrowe, ma witaminy, ma białko, ma wapń.

Ale nie mleko które zostało przegotowane w wysokich temperaturach kilka razy pod rząd. W takim mleku już nic nie ma, po za rozkładającymi się trupami bakterii, zarówno tych dobrych jak złych. Taka substancja jest zwyczajnie szkodliwa.

Dla mnie osobiście kwestia braku normalnego mleka, ani normalnych jogurtów (robione są z mleka pasteryzowanego, a jakże. czasem z mleka pasteryzowanego w proszku) jest o tyle też nie komfortowa, że jako osoba nie jedząca mięsa chętnie bym uzupełniała białko poprzez jedzenie nabiału. Pozostaje mi mleko sojowe, ale oczywiście nie doczytam sie na nim czy jest GMO czy nie GMO.

Sery żółte głównie są robione również z mleka pasteryzowanego, dodatkowo dodaje się do nich barwniki i często wypełnia jakimś syfem aby ładnie wyglądały. To są tak zwane wyroby seropodobne, kiedyś reporterzy uwagi robili na ten temat reportaż. Zachęcam do obejrzenia.

No i tyle jeśli chodzi o przetwory mleczne. I generalnie wiem, że to wszystko nie jest tak bardzo ważne, że wystarczy zrobić sobie 1-3 dni głodówki oczyszczającej i wszystko (lub prawie wszystko) elegancko zejdzie z organizmu. Jednak mimo tego dobija mnie wszechogarniający i wszechobecny chemizm dzisiejszej żywności, który stał się „normą”, czymś czego nie da się zmienić, przymusem „bo trzeba konserwować, wypełniać, modyfikować”. Nic nie trzeba.

PS: Wkurza mnie jeszcze strasznie nadużywanie słowa „naturalny” w reklamach. Ciągle się to robi, tylko w reklamach samochodów i kredytów się nie odwołuje do natury z oczywistych powodów. Wszystko jest super naturalne i super extra zdrowe. Ale reklama reklamą, można wszystko mówić, ważne żeby mieć własne nietelewizorowe myślenie. 🙂

Jak usuwano reinkarnację z Kościoła

Reinkarnacja w dzisiejszych czasach wydaje nam się czymś wybitnie egzotycznym, kojarzy się od razu z hinduizmem, wężami, kolorowymi sari itd. Absolutnie jak najdalej od Europy i Chrześcijaństwa. Tymczasem w erze przedchrześcijańskiej filozofowie europejscy z których wyrasta nasza kultura (Platon, Pitagoras) głosili nauki o preegzystencji dusz.

Również w kanonie nauk Chrześcijańskich znajdowała się nauka o reinkarnacji i karmie. Orygenes (II/IIIw.), jeden z ojców kościoła na miarę św. Tomasza z Akwinu nauczał szeroko o reinkarnacji i można się spodziewać, że opierał się na Biblii, inaczej zostałby od razu potępiony i uznany za heretyka. Zamiast tego został wyniesiony do rangi Ojca Kościoła.

Potępiony został rzeczywiście, ale dopiero na soborze w 553r. zwołanym bez zgody papieża, gorąco mu się sprzeciwiającemu. Sobór zwołał ówczesny cesarz Bizancjum Justynianin (w dużej mierze pod wpływami jego żony Teodory, wyznania monofizyckiego) by pójść na ugodę z buntującymi się monofizytami, oraz by zaprowadzić jednorodną religię w całym cesarstwie. Podkreślam, że papież był przeciwny postanowieniom soboru, oraz wywołały one fale oburzenia wśród duchownych. Był to sobór polityczny, a nie duchowy. Mimo tego używa się argumentu potępienia reinkarnacji na tym soborze za tym, że reinkarnacja jest dla Chrześcijanina herezją.

Mimo tego, że nie lubię czepiać się słówek w Bibli ze względu na bezmiar przeinaczeń, który powstał przez setki lat przepisywania ręcznego, bez spacji (taka była wtedy moda), przez wymęczonych skrybów zacytuję kilka fragmentów w których jest sugerowana reinkarnacja.

(Ew. Jana 3:3-14, Biblia Tysiąclecia)
(3) W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwo Bożego.
(4) Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?
(5) Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego.
(6) To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem.
(7) Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić.
(8) Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.

Ostatni, ósmy werset zawiera informację o tym, że człowiek nie pamięta ani swoich poprzednich wcieleń, ani skąd tak naprawdę pochodzi. Musi to odkryć sam na drodze rozwoju.

Księga Hioba 1:20-21, Biblia Tysiąclecia
(20) Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon
(21) i rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę.

Hiob raczej nie miał na myśli łona tej samej matki, która go urodziła w tym życiu, prawda?

Księga Psalmów, Psalm 90, Biblia Tysiąclecia
(2) Zanim góry narodziły się w bólach, nim ziemia i świat powstały, od wieku po wiek Ty jesteś Bogiem.
(3) W proch każesz powracać śmiertelnym, i mówisz: Synowie ludzcy, wracajcie!
(4) Bo tysiąc lat w Twoich oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął, niby straż nocna.
(5) Porywasz ich: stają się jak sen poranny, jak trawa, co rośnie:
(6) rankiem kwitnie i jest zielona, wieczorem więdnie i usycha.

Życie trawy jest cykliczne – na wiosnę zakwita, jesienią usycha, jednak trwa nieprzerwanie i odradz się. Psalm porównuje żywot człowieka do żywotu odradzającej się trawy.

Ewangelia św. Jana 8:33-35, Biblia Tysiąclecia
(33) Odpowiedzieli Mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie?
(34) Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu.
(35) A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze

W domyśle, grzesznik musi odradzać się na nowo, dopóki nie osiągnie czystości, wtedy wchodzi do domu bożego (wg. terminologii Chrześcijańskiej).

Można znaleźć więcej takich fragmentów w Bibli, należy tylko wnikliwie poszukać. Oczywiście, może być tak, że dokonuję nadinterpretacji, albo, że są to błędy skrybów. Jednak wydaje mi się, że raczej zostało wybielone i usunięte więcej takich wzmianek po soborze Justyniania.

A szkoda, bo uszczupla to nasz potencjał zbadania rzeczywistości poprzez nakreślenie sztucznych ram „w co katolikowi wierzyć wolno, a co nie”. Ja osobiście od dawna wierzę w reinkarnację.

Było i zdarza się nadal wiele przypadków dzieci, ludzi pamiętających swoje poprzednie wcielenia i wcześniejszych rodziców. Nie spotkałam się z przypadkiem żeby takie wspomnienia nie doczekały się potwierdzenia. Kiedyś może o tym napiszę dokładniej.

PRZYSZŁOŚĆ BOGA
Grzesiak jak budować relacje
Ajurweda w praktyce

O GMO raz jeszcze, dokładniej cz. 1

Jakiś czas temu wywiązała się pod postem Jak nie drzwiami, to oknem. Co? GMO dyskusja z blogerem Eli Wurmanem. Obiecałam, że napiszę posta dokładniej traktujacego o szkodliwości GMO, więc piszę. Parę kwestii warto potraktować szerzej. W tym poście zamieszczam dopiero część tego co można powiedzieć o szkodliwości GMO, reszta w następnym. Rozbijam na dwa posty aby było łatwiej strawić i nie zrobić z tego postu ciągnącego się w nieskończoność.

Po pierwsze zauważyłam już kilka razy, że ludzie którzy bronią GMO nie widzą absolutnie różnicy między bezpośrednią ingerencją w kod genetyczny organizmu, a praktykowanym od stuleci krzyżowaniem gatunków czy ‚szczepieniem roślin’. Szczepienie i krzyżowanie gatunków nie jest niczym złym, jest to po prostu przyśpieszona i ukierunkowana ewolucja. Pszenżyto, które zostało otrzymane w Polsce już w XIX wieku nie jest organizmem genetycznie modyfikowanym i naprawdę trzeba być ignorantem aby tak twierdzić.

Podczas krzyżowania organizmów w naturalnych warunkach nie ma ingerencji w kod genetyczny i wszystko zachodzi zgodnie z prawami natury i jej ograniczeniami. Pomidor nie skrzyżuje się z rybą. Natommiast czereśnia prawdopodobnie skrzyżuje się z wiśnią, a ryba z innym gatunkiem ryby. I wszystko ok!

Natomiast z GMO jest szereg problemów. Po pierwsze zdezaktualizowały się założenia, na których oparto całą inżynierie genetyczną.

1. DNA jest zestawem indywidualnych genów działających niezależnie od siebie.
2. Każdemu genowi odpowiada jedno białko.

Uważano przez lata, że człowiek musi mieć co najmniej 100 000 genów, ponieważ jest ok. 100 000 białek w organizmie ludzkim. Gdyby te założenia okazały się słuszne, można by w zasadzie spokojnie stwierdzić, że zabawa w Pana Boga jest umiarkowanie bezpieczna. Ale tak nie jest.

W 2000r. ogłoszno liczbę genów człowieka i niespodzianka! Człowiek ma 30 000 genów. Okazało się, że każdy gen może kodować wiele białek. Jednak machina zysków już ruszyła więc kwestie się przemilcza i wciska kity o bezpieczeństwie, przebadaniu i nieszkodliwości. Co więcej w 2007 roku genetycy z ponad 80 organizacji na całym świecie, ogłosili że geny współdziałają ze sobą, tworząc skomplikowany układ zależności. Obecnie nie mamy pojęcia jak wprowadzony do organizmu gen będzie współdziałał wraz z resztą materiały genetycznego danego organizmu.

Wobec tak skomplikowanej struktury nasza wiedza na temat genetyki jest mniejsza niż ziarnko piasku i ostatnie co powinniśmy robić to wprowadzać na rynek żywność genetycznie modyfikowaną. A jednak się to robi i ludzie się cieszą, że mają winogrona bez pestek. Super.

Nie kontrolujemy i nie rozumiemy sposobu w jaki jeden gen koduje wiele białek. Wiemy, że istnieją takie związki jak spliceosomy, które wiedzą jakie białka są teraz w organiźmie potrzebne. Zanim RNA uformuje białko, zdarza się, że spliceosomy przetasowują RNA aby produkowało takie białko jakiego nam teraz potrzeba. Wobec tego nie ma pewności czy RNA wyprodukuje to białko którego chcieli naukowcy czy nie. W ogóle nie wiadomo co RNA wyprodukuje z genu który został wstrzelony przez naukowców do łańcucha DNA rośliny.

Co więcej do białek przyłączają się różne związki i w zależności od nich zmienia się działanie białka. Dla przykładu to samo białko występujujące zarówno w wątrobie jak i w mózgu, ma różne działanie, ponieważ podłączają sie do niego różne związki chemiczne. Podczas modyfikacji genetycznej nie do końca wiadomo gdzie jakie białko się uaktywni i w towarzystwie jakich związków będzie działać.

cdn.

GMO, a problem głodu w Afryce

Jedynym pięknym i chwytającym za serce argumentem za dystrybucją produktów GMO jest wyświechtany frazes „przeciwdziałania głodowi na świecie”. Zagorzali obrońcy GMO epatują lotnymi frazesami takimi jak „dla ludzi w Afryce czy Indiach żywność genetycznie modyfikowana to kwestia życia i śmierci, tam miliony osób umiera z głodu!”. Muszę przyznać, że swojego czasu ten argument bardzo do mnie przemawiał.

Później jednak dowiedziałam się więcej o Europejskiej i Amerykańskiej działalności na rzecz „zmniejszenia” głodu w rejonach najbiedniejszych. Przypomina to raczej tworzenie całkowicie uzależnionych od europejskich i amerykańskich koncernów rynków zbytu.

Jestem przekonana, że gdyby Ameryka i Europa nie wtryniały się w sprawy rejonów biednych (nie mówię o takich skrajnościach jak Darfur) znacznie lepiej by sobie one poradziły niż z pomocą, która robi z nich wasali Europy i Ameryki.

Wyobraźmy sobie drobnego rolnika w Afryce. Jest w posiadaniu nie dużego pola, co roku zbiera z niego nie duży plon i sprzedaje na lokalnym targu za nie duże pieniądze. Takich rolników w Afryce było mnóstwo i pomijając takie rejony jak Darfur. Ludzie co prawda nie mogli narzekać na komfort zbytku jednak żyło im się powoli i w miarę dobrze, mimo że biednie. Teraz wkracza już dobrze znana nam firma Monsanto ze swoją szkodliwą, modyfikowaną żywnością. Zmusza rolnika do wykupienia licencji (i ponawiania zakupu co roku!) i rolnik ma plon większy, ale płaci mnóstwo pieniędzy w licencjach. Modyfikowana kukurydza rozprzestrzenia się na sąsiednie pola i sąsiedzi też muszą wykupić licencje, bo jakby nie było – mają nielegalnie kukurydzę Mosanto na swoim polu. W ten sposób Monsanto ma ogromny rynek zbytu generujący grube pieniądze, a rolnicy mają ogromne koszty i szkodliwą żywność pod domem.

W większości krajów afrykańskich jedynym problemem jest brak nowoczesnych systemów irygacyjncyh. Jeśli chcemy pomóc Afryce zbudujmy wodociągi im albo dajmy im pieniądze na budowę, zamiast zarzucać ich (odpłatnie!) żywnością genetycznie modyfikowaną.

Mieszkańcy Afryki są doskonale świadomi swoich potrzeb. Wilfrid Fox Napier, arcybiskup Durbanu (główny port RPA) w rozmowie z agencją Fides zaapelował o pomoc w budowie studni, zapór wodnych i wodociągów, ponieważ to jest problemem w Afryce.

Jednak korporacjom nie pasuje wizja niezależnej, rozwijającej się samodzielnie Afryki. Znacznie lepszym scenariuszem jest uzależnienie ich od produkowanych nasion GMO, oraz robienie z nich wielkiego eksperymentu, który jeszcze płaci za eksperymentowanie na sobie. Są np. odnotowane przypadki, że w Afryce setki osób naraz dostaje napadu histerycznego śmiechu i nie może się opanować, po czym nagle im przechodzi. Naukowcy podejrzewają, że to przez pyłki modyfikowanej pszenicy w powietrzu.

Robert Paarlberg, w swojej książce „Głód nauki: jak biotechnologie są trzymane z dala od Afryki” prowadzi niezwykłą, unaukowioną propagandę na temat zalet upraw genetycznie modyfikowanych. W książce tej, wyprowadza jak bardzo żywność organiczna jest prymitywna, oraz jak doskonała jest żywność genetycznie modyfikowana. W tej samej książce czytamy na temat postulatów ugrupowań pozarządowych w Afryce.

„Wierzą, że tradycyjna uprawa roli w Afryce opiera się na tubylczej wiedzy, której nie powinno się zastępować wiedzą opartą na nauce i sprowadzoną z zewnątrz. Namawiają oni Afrykanów, by unikali nawozów sztucznych i starali się zamiast tego o certyfikaty rolników organicznych. W sprawie inżynierii genetycznej ostrzegają rządy afrykańskie, by nie udostępniały tych technologii rolnikom”.

Moim zdaniem są to bardzo słuszne postulaty, bo jeśli Afryka uporałaby się wreszcie z problemem irygacji pól, mogłaby stać się w ciągu kilku dekad, eksporterem żywności organicznej, na którą rośnie popyt w uświadomionych krajach zachodnich.

Jest to jedna z dwóch sensownych dróg rozwoju Afryki. Żywności genetycznie modyfikowanej nikt od Afryki nich nie kupi, a oni sami w niedługim czasie nie uporaliby się z ilością chorób związanych ze spożywamiem GMO.

Druga droga rozwou, to turystyka. Afryka ma egzotyczne krajobrazy, oraz ma sztukę i kulturę etniczną, którą coraz więcej ludzi w rozwiniętych krajach ceni i się nią fascynuje. I akurat tutaj działa wolny rynek i inwestorzy zagraniczni budują od lat hotele w Afryce tworząc tysiące miejsc pracy. W ten sposób można pomóć, a nie sprzedając drogie licencje na GMO.

Jeszcze raz podkreślam – nie mam na myśli terenów gdzie nie da się niczego rozwijać, bo jest tam dosłownie tylko głód, brud i wojna. Jednak GMO wrzuca się do państw rozwijających się, które będą w stanie płacić licencje, a nie do tych które najbardziej potrzebują jakiejkolwiek pomocy.

Mam wrażenie, że w przekonaniu opinii publicznej Afryka to jest wielki połać pustynnej ziemi z lepiankami. Media trochę lansują taki obraz, pokazując albo tylko biedne rejony gdzie faktycznie tak jest, albo zwyczajnie wiochy. Robi się z murzynów dzikusów niezdolnych do myślenia i nie znających praw i szans jakie tworzy rynek. Tworzy to warunki w których opinia publiczna tylko przyklaskuje zarzucaniu Afryki GMO.

Elity rządów państw Afrykańskich wiedzą natomiast doskonale, że GMO jest szkodliwe dla zdrowia i zawzięcie nie zgadzają się na zezwolenie na ich uprawy na terenie swoich krajów. Pierwszym, które się przełamało było RPA, które zresztą jest jednym z najbogatszych i najlepiej prosperujących państw w Afryce.

Jeszcze jednym genialnym przykładem pomocy zachodnich koncernów dla biednego kontynentu afrykańskiego jest zarzucenie rynku ubogich państw afrykańskich tanim, sproszkowanym mlekiem z Europy. Mleko to nie ma wartości odżywczych, a wręcz jest szkodliwe. Zatem nie dość, że jego działanie na wygłodzone organizmy dzieci afrykańskich jest zgubne, to spowodowało również upadek miejscowej hodowli bydła, jeszcze większą biedę i uzależnienie od dostaw żywności z zachodu.