Doświadczenie życia po śmierci

W aktualnym numerze NEXUSa jest bardzo ciekawy artykuł opisujący doznania życia po śmierci pewnego człowieka. Jest to ciekawe o tyle, że opis eksploduje emocjami, doświadczający człowiek nie był związany z żadną religią, był ateistą oraz człowiekiem bardzo negatywnie nastawionym do świata.

Autorem artykułu jest Mellen Thomas-Benedict, zamieszczam fragmenty. Bardzo nakłania do przemyśleń ;).

W roku 1982 zmarłem na nowotwór złośliwy. Mój przypadek nie nadawał się do operacji, a jakakolwiek forma chemioterapii mogła jedynie zmienić mnie w „warzywo”. Lekarze dawali mi od sześciu do ośmiu miesięcy życia.

W latach 70 miałem bzika na punkcie zdobywania informacji i stopniowo zaczynałem się martwić kryzysem nuklearnym, ekologicznym itd. Nie mając żadnego zaplecza duchowego zacząłem wierzyć, że przyroda popełniła błąd i że jesteśmy tylko rakiem toczącym tą planetę. Nie widziałem sposobu, za pomocą którego moglibyśmy się uporać z tymi problemami,, które sami stworzyliśmy. Uważałem, że ludzie są rakiem i właśnie to dostałem w zamian. To właśnie mnie zabiło

Należy uważać na swój światopogląd. on zawsze oddziałuje zwrotnie na nas, zwłaszcza jeśli jest negatywny. Mój był szczególnie negatywny. I właśnie to doprowadziło mnie do śmierci. Próbowałem różnych rodziajów alternatywnych metod leczenia, ale na próżno.
(…)
Zacząłem czytać o różnych religiach i systemach filozoficznych. Wszystkie były niezwykle interesujące i dawały nadzieję, że po tej drugiej stronie coś istnieje. Trafiłem na oddział intensywnej opieki medycznej.

Pamiętam jak obudziłem się pewnego ranka koło godziny 4:30 i po prostu wiedziałem, że to dziś. Obudziłem swoją opiekunkę i powiedziałem jej o swoim odczuciu. Umówiliśmy się, że zostawi moje ciało w spokoju przez 6 godzin, ponieważ wyczytałem, że najciekawsze rzeczy dzieją się zaraz po śmierci. Położyłem się spać.
Następną rzeczą jaką pamiętam był początek typowej śmierci klinicznej. Nagle dotarła do mnie świadomość, że wstałem mimo, że moje ciało nadal leżało w łóżku.
(…)
I była też Światłość w oddali. Podążyłem w Jej kierunku. Była bardzo podobna do tego, o czym wspomina wielu ludzi opisujących swe doznania. Była wspaniała, była namacalna, wręcz czuło się Ją. Byla nęcąca, chciało się do niej iść, tak jak chce się iść w ramiona idealnej matki czy ojca.
(…)
Gdy się zbliżałem, powiedziałem „Proszę zaczekaj chwile. Chcę nad tym pomyśleć, chcę o tym porozmawiać zanim pójdę.” Ku memu zaskoczeniu całe to doznanie zatrzymało się w jednej chwili. Każdy ma kontrolę nad swoim życiem po śmierci. Nie jesteśmy na żadnej bezwolnej przejażdzce. Moja prośba została wysłuchana i przeprowadziłem rozmowę ze Światłością.
(…)
Przekazane mi informacje mówiły, że podczas pośmiertnego przeżycia nasza wiara kształtuje obraz jaki pojawia się przed Światłością. Jeśli jesteś buddystą, katolikiem lub fundamentalistą, otrzymasz sprzężenie zwrotne najodpowiedniejsze dla Ciebie. Masz szansę przyjżeć się temu, lecz większosć ludzi tego nie robi.
Gdy Światłość ukazała mi swoją prawdziwą postać, uświadomiłem sobie, że to co widziałem, było Matrycą naszych Wyższych Jaźni.
(…)
Wszyscy jesteśmy bezpośrednio połączeni ze Źródłem. Światłość przekształciła się w najpiękniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem: mandalę ludzkich dusz na Ziemi. Ujrzałem to mając negatywny pogląd na to co się działo na naszej planecie. Gdy prosiłem Światłość o dalsze wyjaśnienia, zobaczyłem w tej wspaniałej mandali jak piękni jesteśmy w swej istocie. Jesteśmy najpiękniejszymi stworzeniami.

Ludzka dusza, oraz ludzka matryca, którą razem tworzymy, jest absolutnie fantastyczna, wyrafinowana, egzotyczna. Po prostu nie mogę wyrazić jak bardzo zmieniło to moją opinię o ludziach. Powiedziałem: „Boże, nie wiedziałem, że jak piękni jesteśmy”. Na jakimkolwiek poziomie niskim, czy wysokim, jakąkolwiek postać przybierasz, jesteś najpiękniejszym stworzeniem, jakie można sobie wyobrazić.
(…)
Światłość zdawała się wchłaniać mnie głębiej. Czułem jakby całkowicie mnie pochłaniała. Światłość Miłości jest nie do opisania.Poprosiłem o ukazanie reszty Wszechświata – poza naszym układem słonecznym, poza całą ludzką iluzją. Dowiedziałem się, że ta galaktyka, tak jak cały Wszechświat, obfituje w różnorodne formy Życia. Zobaczyłem wiele innych światów. Na początku myślałem, że dokądś podróżuję. Ale potem zrozumiałem, że to rozszerzała się moja świadomość by objąć cały wszechświat!
(…)
W pewnym momencie odkryłem, że znajduję się w sanie głębokiego bezruchu, poza ciszą. Mogłm widzieć i odczuwać Wieczność, poza Nieskończonością. Byłem w Pustce. Byłem w momencie przed stworzeniem świata, przed Wielkim Wybuchem. Trafiłem poza początek czasu/Pierwsze Słowo/Pierwszą Wibrację. Byłem w samym sercu Stworzenia. Poczułem jakbym dotykał Twarzy Boga. To nie było doznanie religijne, byłem po prostu, jednością z Wszechżyciem i Wszechświadomością.
Gdy mówię, że mogłem widzieć i odczuwać Wieczność mam na myśli, że mogłem doświadczyć, jak wszystko uczestniczy w nieprzerwanym akcie stworzenia. To nie miało początku, ani końca.
(…)
Pustka to próżnia lub nicość między wszelką fizycznością. To przestrzeń między atomami i ich składnikami. Współczesna nauka zaczęła badać tą przestrzeń. Nazywa ją punktem zerowym. Ilekroć próbuje się ją zmierzyć, wskaźniki przyrządów przekraczają skalę… lub nieskończoność jak kto woli. Jest więcej zerowej przestrzeni w waszym ciele i we Wszechświecie niż czegokolwiek innego!
(…)
W swej całkowitej konfiguracji energii galaktyka wyglądała jak fantastyczne miasto świateł. Cała energia, która znajduje się po tej stwonie Wielkiego Wybuchu, to światło. Każdy podatom, atom, każda gwiazda, planeta, nawet świadomość składają się ze światła i mają swoją częstotliwość i/lub cząsteczki. Światło to żywy twór, Wszystko składa się ze światła, nawet kamienie. Tak więc wszystko w przyrodzie żyje. Wszystko składa się z Bożej Światłości, wszystko jest bardzo inteligentne. Akt stworzenia jest badaniem Boskiego Ja w każdy możliwy sposób za pomocą każdego z nas.
(…)
Nie wiem, ile czasu spędziłem wraz ze Światłością w kategoriach ziemskiego czasu, lecz w pewnej chwili uświaodmiłem sobie, że udzielono mi odpowiedzi na wszystkie pytania i że pora wracać. Gdy zacząłem wracać do cyklu życia nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłbym wrócić do tego samego ciała. To nie miało dla mnie znaczenia. Ufałem całkowicie Światłości i Życiu. Zażyczyłem sobie nie zapomnieć tych informacji i doznań, które poznałem po drugiej stronie. Usłyszałem „Dobrze”. To było jak pocałunek dla mojej duszy.

Przeszedłem przez proces reinkarnacji, mając nadzieję, że urodzę się jako nowy człowiek. Potem obudziłem się, zobaczyłem i światło na zewnątrz. Chciałem wstać aby podejść do niego, ale wypadłem z łóżka. Opiekunka usłyszała głośne plaśnięcie, przybiegła i znalazła mnie na podłodze.
(…)
Na początku nie miałem w pamięci całego zapisu podróży. Błąkałem się po tym świecie, wciąż zadając pytanie: „czy ja żyję?”. Ten świat wydawał mi się bardziej snem niż poprzednio. Po trzech dniach czułem się już normalnie, jednak inaczej niż kiedykolwiek dotąd. Zapis mojj podróży przez życie po śmierci pojawił się w mojej pamięci. Od tego momentu nie widziałem niczego złego w żadnym człowieku. Wcześniej lubiłem osądzać ludzi. Uważałem, że większość jest niespełna rozumu.
(…)
Podczas mojej wędrówki trafiłem również w miejsce zwane powszechnie Piekłem i bardzo mnie ono zaskoczyło. Nie zobaczyłem tam szatana ani zła. Mój pobyt w piekle był doświadczeniem nieszczęścia i ignorancji każdej osoby. Piekło było jakby wiecznym nieszczęściem. Mimo to dla każdej z milionów zajdujących się w okół mnie dusz świecił się niewielki płomyk światła, ale żadna z nich nie zwracała na niego uwagi. Były bardzo pochłonięte swoją traumą, swoim smutkiem i żalem. Po chwili, która wydała mi się wiecznością, zacząłem wzywać Światłość niczym dziecko wzywającego swego rodzica na pomoc.
(…)
Od mojego powrotu doświadczyłem jeszcze raz spontanicznie Światłości i nauczyłem się, jak dostać się do tej przestrzeni w każdym momencie podczas medytacji. Każdy z nas może to zrobić. Nie trzeba umierać, ani doznawać przeżycia bliskiego śmierci jak ja.

Więcej na temat świadomego opuszczania ciała fizycznego i eksploracji terenów niematerialnych można przeczytać w książkach Roberta Monroe i Bruca Moena. Bardzo polecam 🙂

Osobiście jak najbardziej wierzę w nieśmiertelność duszy, reinkarnację i moc pozytywnych wibracji (emocji). Ma to dużo współnego z buddyzmem czy hinduizmem, ale nie czuję się doktrynalnie związana z żadną religią. Ciekawa jestem co katolicy mocno związani ze swoją wiarą powiedzieli by na temat tego typu opisów zaświatów 🙂

Reklamy

Cyrk smoleński wita, a ropa leci z nieba

Będąc nad morzem miałam przyjemność nie mieć kontaktu z cyrkiem jakim się karmi opinię publiczną. Katastrofa Smoleńska miała miejsce w kwietniu, mamy za sobą większą część lipca, ale mimo to dzięki wesołym wybrykom Palikota całyczas opinia publiczna jest karmiona idiotycznymi spekulacjami na ten temat.

Do popierania PiSu jest mi równie daleko co do popierania PO, jednak zajmowanie się nieustannie tym czy krzyż pod pałacem powinien stać czy nie, czy Gosiewski żyje i walczy z ruskimi na Włoszczowej, czy prezydent Kaczyński miał alkohol we krwi jest straszne. W Angorze też widziałam zacny wielki tytuł „Jak nie wyląduję to mnie zabije – słowa pilota samolotu”.

Afera z krzyżem pod pałacem jest żenująca. Jakby nie było zginęło nam blisko 100 osób z rządu (zresztą moim zdaniem zostało zabitych), a my, Polacy podobno, się wykłucamy, że krzyż nie może stać pod Pałacem Prezydenckim. To zdarzenie nie było ważne, to codzienność. Nie ma potrzeby tego symbolicznie upamiętniać. Nie tylko Kaczyński tam zginął przecież. Zresztą to był prezydent RP i z tego względu trochę szacunku mu się należy.

Przeraża mnie co robi z ludźmi papka medialna. Szczekają, gryzą się w telewizji, robią konflikt z niczego więc i my się gryziemi. Jedni stoją pod krzyżem pod pałacem inni podpisują petycje po drugiej stronie ulicy że krzyż ma być zlikwidowany. Straszne to jest. Czy krzyż jest ważny? Tak samo czy są ważne krzyże w szkołach o które też się robiło bezdenną awanturę? To są tylko symbole, przedmioty, którym niektórzy przypisują znaczenie i dla niektórych przedstawiają pewną wartość. Tak trudno jest nam uszanować odmienne potrzeby innych jak małym dzieciom w przedszkolu. W sumie może nie powinnam się dziwić, w końcu nasze państwo próbuje robić za przedszkolankę, więc się samoistnie obywatele dostosowują.

Cały ten kocioł związany z katastrofą smoleńską budzi we mnie pewne obawy. Całyczas się trajkocze o tym, zapycha się usta i oczy opini publicznej Palikotem, domniemanie pijanym Kaczyńskim, krzyżem i innymi rzeczami urwanymi z księżyca. A co się w tym czasie dzieje w sejmie? Co się dzieje na świecie?

W sejmie to nie wiem, na razie nie mam ochoty zaglądać nad jakimi nowymi ustawami nasi pracusie pracują. Ustawa o możliwości zabrania dziecka przez pracownika socjalnego bez wyroku sądu zasyciła mnie na długi czas.

A na świecie? Chociażby ropa całyczas się wylewa z zatoki Meksykańskiej. Spokojnie, spokojnie wcale nie przyjdzie do nas razem z prądami oceanicznymi. Tzn. nie powiedzą o tym. Moze nie ma takiej możliwości? Może jestem głupia, że tak uważam, zobaczymy.

Wolałabym być głupia, bo nie mówią też za bardzo jak miło jest w Ameryce dzięki tej rozlewającej się ropie. Można obejrzeć zdjęcia, ale to przyjmny widok nie jest. Na youtubie też można obejrzeć np. deszczyk z ropą w Luizianie. Fajnie co?

Nie wiem, może rząd Hiszpani, Francji albo cała Unia Europejska podejmie jakieś kroki aby to zatamować. W końcu mamy zdobycze nauki, XXI wiek jak się chce pewnie można coś wykombinować. Jakieś zbiorniki zasysające ropę poustawiać w bezpiecznej odległości od nas czy coś. Żartuje, ale nie wiem, coś na pewno można zrobić zanim to świństwo do nas dopłynie. Jeśli nie podejmie dla mnie to jest totalny idiotyzm. Póki co nic w mediach o takich planach nie słychać.

A tak przy okazji nie sądzicie, że to trochę dziwne? Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, później wyciek ropy na Morzu Czerwonym, wyciek ropy w Dailian w Chinach, we Wprost czytamy, że to samo może przydażyć się w Europie. Ja nic nie sugeruję, ale nieprawdopodobne zbiegi okoliczności czyż nie? Nagle wszystkie platformy wiertnicze i rurociągi pękają i zatruwają środowisko w najróżniejszych miejscach globu…

:)

Wyjeżdzam na 10 dni i mam wszystko w głębokim i szerokim … 🙂

Mała odskocznia od jedynej słusznej wersji historii

Dzisiaj wrzucam filmik Esoteric Agenda. Tytuł może troszkę nadmiernie ezoteryczny, ale film jest dokumentalny, traktuje o faktach o których nie mówi się w oficjalnym jedynym słusznym nauczaniu, ani tym bardziej w mainstreamowej telewizji, prasie czy radiu.

Niektóre rzeczy mogą zakrawać na żart dla osób przyzwyczajonych do jedynej słusznej wersji zdarzeń minionych i obecnych lansowanych przez wszystkie ośrodki kształtujące opinię, jednak myślę, że warto spróbować choćby w ramach poszerzania horyzontów obejrzeć przynajmniej częściowo ;).

Mimo, że jest długi, wciąga i ogląda się dość szybko. Naszpikowany informacjami, ukazujący absurd ustroju w USA, oraz obnażający kto tak naprawdę zza kulis rządzi światem i na czym polega system finansowy.

I żeby nie było, nie ma to wiele związane z ‚teoriami spiskowymi’ – ten termin ukuto aby zdyskredytować niewygodne treści. Nic prostszego, zamiast wyszukiwać niewygodne treści i je usuwać łatwiej uruchomić mechanizm dzięki któremu ludzie sami z siebie odrzucają treści, które nie są dla nich ‚przeznaczone’.

Następne części w related.

Kupując śmietanę spodziewam się śmietany

Ale widocznie jestem jakaś dziwna, bo dzisiaj kupując śmiatanę należy się spodziewać np. takich fajnych wypełniaczy objętości: gumy guar, mączki chleba świętojańskiego, pektyny i oczywiście wszędobylskiej skrobi modyfikowanej. Taki jest skład najbardziej popularnej śmietany, inne w większości mają podobny skład, chyba tylko śmietana President składa się ze śmietany. Dobrze, że jeszcze mamy na tyle różnorodność, że można kupić czasem coś normalnego.

Nie śmietana tutaj jest ważna tylko ogół zjawiska. Piszę o tym jako kontynuację wpisu obalającego pogląd, że gdyby coś było szkodliwe byłoby zakazane.

Generalnie najbardziej mnie denerwuje jeśli chodzi o śmieciowe jedzenie na półkach sklepowych brak różnorodności w jogurtach, mlekach i serach. Oczywiście, pod kątem kolorowych opakowań i smaków o smaku E000 jest ogromna róznorodność. Ale nie o to mi chodzi.

Osobiście jak widzę napis mleko pasteryzowane po prostu nie kupuje (no chyba, że naprawdę muszę). Trudno, świat się nie zawali, ale jednak tak czasem sobie myślę jakże miło by było zjeść jogurt zrobiony z prawdziwego mleka a nie zupy martwych rozkładajacych się bakterii, jakże miło by było móc kupić coś po prostu i wiedzieć, że to jest normalne jedzenie, nie preparowane i wypełniane świństwami.

Co jakiś czas w gazetach porusza się temat szkodliwości mleka, ale nie pij mleko będziesz kalekąwiedzieć czemu to nic nie daje, mleko jak było sprzedawane pasteryzowane, wyjałowione ze wszelkich wartości tak sprzedawane jest dalej. Przypuszczam, że ludzie czekają aż szkodliwe rzeczy zostaną zakazane z góry, bo innej odpowiedzi nie widzę. Jeszcze raz piszę – nie będą. Taka anomalia nie będzie miała miejsca, bo wystarczy zalobbować odpowiednią sumką i po problemie. Gazety o tym piszą nie po to, aby rząd zakazał produkować, tylko po to by ludzie wiedzieli co kupują i mogli świadomie wybrać.

Skoro nie ma wyboru, to naprawdę nie wiem jaki jest problem w niekupowaniu mleka pasteryzowanego przez miesiąc czy dwa. Jeśli miliony osób przestaną codziennie kupować mleczko to straty dla firm mleczarskich przewyższą koszta produkcji i rozprowadzania normalnego mleka. Żadna firma nie pozwoli sobie bez walki na bankructwo i wyjście z branży. Pozostaje tylko obawa, że firma będzie lobbować do rządu o ustawę, która nie nakazuje umieszczania informacji czy mleko jest pasteryzowane, czy nie. Takie scenariusze sprawdziły się już w USA, nadzieja w naszych ukochanych sejmowych głowach w takim wypadku. Tak być nie powinno, ale jest.

Dlaczego czepiam się tak bardzo tego mleka. Głównie dlatego, bo mleko jest uważane za wspaniałe źródło wapnia, białka, witamin i wszystkiego i przez to wpycha się je na ogromną skalę (pij mleko, będziesz wielki!) dzieciom. I oczywiście tak, mleko jest zdrowe, ma witaminy, ma białko, ma wapń.

Ale nie mleko które zostało przegotowane w wysokich temperaturach kilka razy pod rząd. W takim mleku już nic nie ma, po za rozkładającymi się trupami bakterii, zarówno tych dobrych jak złych. Taka substancja jest zwyczajnie szkodliwa.

Dla mnie osobiście kwestia braku normalnego mleka, ani normalnych jogurtów (robione są z mleka pasteryzowanego, a jakże. czasem z mleka pasteryzowanego w proszku) jest o tyle też nie komfortowa, że jako osoba nie jedząca mięsa chętnie bym uzupełniała białko poprzez jedzenie nabiału. Pozostaje mi mleko sojowe, ale oczywiście nie doczytam sie na nim czy jest GMO czy nie GMO.

Sery żółte głównie są robione również z mleka pasteryzowanego, dodatkowo dodaje się do nich barwniki i często wypełnia jakimś syfem aby ładnie wyglądały. To są tak zwane wyroby seropodobne, kiedyś reporterzy uwagi robili na ten temat reportaż. Zachęcam do obejrzenia.

No i tyle jeśli chodzi o przetwory mleczne. I generalnie wiem, że to wszystko nie jest tak bardzo ważne, że wystarczy zrobić sobie 1-3 dni głodówki oczyszczającej i wszystko (lub prawie wszystko) elegancko zejdzie z organizmu. Jednak mimo tego dobija mnie wszechogarniający i wszechobecny chemizm dzisiejszej żywności, który stał się „normą”, czymś czego nie da się zmienić, przymusem „bo trzeba konserwować, wypełniać, modyfikować”. Nic nie trzeba.

PS: Wkurza mnie jeszcze strasznie nadużywanie słowa „naturalny” w reklamach. Ciągle się to robi, tylko w reklamach samochodów i kredytów się nie odwołuje do natury z oczywistych powodów. Wszystko jest super naturalne i super extra zdrowe. Ale reklama reklamą, można wszystko mówić, ważne żeby mieć własne nietelewizorowe myślenie. 🙂

Mentalność socjalistyczna w kapitaliźmie

Im dłużej zastanawiam się nad rzeczywistością w jakiej żyjemy tym bardziej widzę, że największym problemem u nas nie jest klasa rządząca, nie są socjalistyczne pomysły Jarosława Kaczyńskiego ani pseudoliberalne aka totalitarne pomysły Bronisława Komorowskiego. Problemem jest mentalność ludzka, która nie wyrosła jeszcze z socjalizmu.

I tym sposobem gdy człowiek słyszy ‚prywatyzacja szpitali’ jest wściekły, że będzie musiał płacić za leczenie, za które teraz również płaci – nawet jeśli nie choruje, bo ubezpieczenie zdrowotne i podatki są obowiązkowe. Co więcej, płaci więcej niż prywatnie bo musi utrzymać stado urzędników, budynki administracyjne, etc.

Gdy człowiek słyszy, hasło „darmowy i powszechny internet” cieszy twarz i nie pomysli, że będzie i tak za niego płącił w podatkach i to prawdopodobnie wysoko powyżej ceny rynkowej, ponieważ gdy coś jest państwowe jest pozbawione konkurencji która obniża ceny do optymalnego poziomu. Ludzie naprawdę wierzą, że państwo da im coś za darmo, że państwo chce się opiekować obywatelami.

Tym sposobem radośnie tłumy pobiegły głosować na Komorowskiego i Kaczyńskiego (+ oczywiście ogromna ilość osób, które nawet nie znają programu tych panów, wystarczy im, że maja telewizory zaimplantowane w mózgosczaszce). Nie będę tego komentować, ale jak mi jakiś wyborca Komorowskiego albo Kaczyńskiego zacznie narzekać na podatki, na ZUSy srusy to po prostu odstrzele sobie głowę.

Mentalność socjalistyczna rzutuje jeszcze w inny sposób dzisiaj na wolny rynek i jakość oferowanych nam usług i produktów. Ludzie nie myślą samodzielnie i święcie wierzą w upadły mit w państwie opiekuńczym, że „gdyby coś było szkodliwe, byłoby zakazane”. Mamusia nie pozwoli nas truć. Akurat w tej dziedzinie mamy kapitalizm i jedyna zasada jaka tu rządzi to pieniądz, czyli mówiąc dokładniej „jeśli coś nie będzie opłacalne wyjdzie z rynku” i „jeśli ludzie za coś chcą płacić, będziemy im to oferować”. Nawet jeśli ten produkt powoduje wszystkie możliwe choroby, jeśli ktoś to kupuje kto inny będzie to produkować. Każdy ma prawo robić ze sobą co chce!

Zatem nie jest winą kapitalizmu samego w sobie, to że sprzedawane nam sa i reklamowane jako super zdrowe masła roślinne, które przez zawartość tłuszczów trans nie są wcale zdrowe. Oczywiście, mają kwasy omega-3 i omega-6, tyle że te kwasy nie maja szans wejść w błony komórkowe. Czemu? Bo zatykają te błony tłuszcze trans i komórka jest sparaliżowana. Nikt nie będzie tego zakazywał, ponieważ zyski są przednie (wyrób masła roślinnego jest 6x tańszy, a cena tylko 2-3x niższa).

Z tego samego powodu sprzedaje się produkty z dodatkiem aspartamu (ogromnie dochodowy słodzik, gdyby go zakazano firmy straciłyby setki miliardów złoty). I oczywiste jest, że takie firmy będą lobbować na rządy by nie wprowadzały zakazu. Niech sobie lobbują, jak nie chcemy się truć aspartamem wystarczy nie kupować produktów z jego zawartością. Wtedy aspartam naturalnie wycofa się z rynku, bo nie będzie zbytu.

Można by wyliczać setki takich przykładów, np. mięso w którym jest 12% mięsa. Nikt nie każe tego jeść. Tutaj ma wpływ jeszcze fakt, że gdyby państwo nie zabierało ponad połowy przychodów w podatkach, to ludzi byłoby stać na zdrowsze jedzenie i rynek regulowałby się w pełniejszy sposób, jednak zazwyczaj to są różnice kilkudziesięciu groszy do paru złoty. Wystarczy chcieć nie być trutym, wystarczy chcieć myśleć.

Naprawdę nie rozumiem, czemu tak trudno jest nam zrozumieć, że władza i wolnosć w tych dziedzinachsą tutaj, na dole, w rękach każdego zwykłego człowieka*. W żadnym wypadku nie w sejmowych głowach. I powinno być jej jeszcze mniej w sejmowych głowach. Władza nad wyborami życia codziennego i spraw w skali mikro w ręku jednostki, a władza nad sprawami państwa, skalą makro w rękach króla/prezydenta. Tak byłoby najzdrowiej, czyż nie?

* popełniłam nieuwagę. Nie jest w rękach każdego człowieka. Co najwyżej w jednej ręce, bo drugą rękę trzyma europejski urzędnik, który wie lepiej jaki kształt mają mieć ogórki, jakie mają być oscypki etc.

Potęga niemyślenia

Aby odpocząć od polityki, która coraz bardziej powoduje, że zbiera się na wymioty, zamieszczam pierwszy post w kategorii „rozwój duchowy”. Postaram się pisać na te tematy co jakiś czas.

Dzisiaj o potędze niemyślenia. Myślimy całyczas, analizujemy, biegamy myślami po całym spektrum naszych problemów i przeżyć. W ogóle odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach niemyślenie wydaje się straszną stratą czasu. Uznajemy odpoczynek fizyczny za potrzebny, ale niemyślenie już niekoniecznie. Trzeba przecież przemyśleć jeszcze raz taką a taką sytuację zastanowić się nad tym co robić w czwartek, kiedy i jak wykuć się do sesji i zaliczyć kilka imprez, jak wyremontować dom, jak udobruchać szefa i jeszcze miliony problemów.

A tymczasem wyczyszczenie umysłu zupełnie z wszystkich myśli, skupienie się na oddechu, na jakimś jednym przedmiocie, lub jednym motywie melodycznym (tylko nie jakiś metal! to musi być piękna melodia, najlepiej taka która wypływa z wnętrza) może przynieść nieoczekiwane rezultaty.

Jakie? Pełne przeżycie relaksu i uspokojenie się, usunięcie różnych, nawet nie uświadamianych napięć mięśniowych, które powodują delikatny stan stresowy (którego w huku codziennych myśli pewnie nawet nie zauważamy), przywrócenie równowagi w działaniu narządów wewnętrznych w ciele w tym wydzielania hormonów, usunięcie bezsenności. Myślę, że to wszystko warte jest kwadransu zwyczajnego niemyślenia.

Ponadto długotrwałe praktykowanie medytacji (niemyślenia) wyostrza zmysły, zwiększa możliwości umysłu, przyśpiesza proces przyswajania wiedzy, wpływa pozytywnie na podejście do życia i codziennych problemów. Medytacja to również ćwiczenie siły woli, głębsze odczuwanie siebie samego (w galopce myślowej gubimy siebie, jesteśmy wszędzie, w każdej myśli oddalonej w czasie i przestrzeni, tylko nie tam gdzie powinniśmy być – tu i teraz z naszym ciałem i umysłem), może dać poczucie zapełnienia wewnętrznej pustki, poczucie samowystarczalności i ogromnej budzącej się siły wewnętrznej.

Nie mówiąc już o takich korzyściach z praktykowania niemyślenia jak świadomy sen (lucid dream – LD), czy wyjście z ciała (out of body experience – OOBE). Praktykowanie medytacji w celu przeżycia któregoś z tych stanów jest nieopisanie pomocne, ale oczywiście nie obowiązkowe.

Medytacji czasem towarzyszą uczucia silnej euforii, czasem aż do łez. Ja osobiście mam takie przeżycia tylko praktykując medytację w trakcie silnego wysiłku, w stanie spoczynku tylko dogłębne uspokojenie i pozytywny spokój. Ale ilu ludzi tylko reakcji i sposobów przeżywania.

Myślę, że trzeba odczarować w pewnym sensie medytację. Za bardzo kojarzy się nam ona z jałowym siedzeniem godzinami po turecku. Można medytować w każdej pozycji i w każdym miejscu, chociaż najlepiej jest to robić na łonie natury, lepiej z kolei nie robić tego przy włączonym komputerze.

Jak pisał Osho, medytować można na setki sposobów. Dla przykładu, medytacją moze być również bieganie, jazda na rowerze czy jakakolwiek inna aktywnosć fizyczna. Osobiście uważam, że na początek taka forma medytacji jest najlepsza. Siadając po raz pierwszy w spokoju trudno stawić opór natłokowi myśli i może to działać demotywująco.

Natomiast w trakcie np. intensywnego biegu (przynajmniej u mnie) najpierw następuje bardzo szybki proces „spalający” wszystkie myśli, a później nie ma już nic po za zachwytem nad działaniem całego ciała w ruchu, odczuwaniem szybkiej akcji serca, skupieniem na głębokim oddechu. Wysiłek naturalnie wymusza skupienie się na własnym ciele, na byciu tu i teraz, z każdym krokiem. Dzięki temu, później łatwiej jest wywołać ten stan siedząc lub leżąc i opierając się tetrabajtom myśli.

Problemem jest też nadmierny zbiór regułek dotyczących medytacji. Medytacja, to nic innego jak niemyślenie, relaks umysłu i skupienie uwagi. Każdy ma swój sposób na skupienie się, wobec tego najlepiej szukać samemu i próbować różnych sposobów niż utknąć na jakimś internetowym lub książkowym przepisie, który dla danej osoby może być zupełnie nie naturalny i niemożliwy do zrealizowania :).