Cyrk smoleński wita, a ropa leci z nieba

Będąc nad morzem miałam przyjemność nie mieć kontaktu z cyrkiem jakim się karmi opinię publiczną. Katastrofa Smoleńska miała miejsce w kwietniu, mamy za sobą większą część lipca, ale mimo to dzięki wesołym wybrykom Palikota całyczas opinia publiczna jest karmiona idiotycznymi spekulacjami na ten temat.

Do popierania PiSu jest mi równie daleko co do popierania PO, jednak zajmowanie się nieustannie tym czy krzyż pod pałacem powinien stać czy nie, czy Gosiewski żyje i walczy z ruskimi na Włoszczowej, czy prezydent Kaczyński miał alkohol we krwi jest straszne. W Angorze też widziałam zacny wielki tytuł „Jak nie wyląduję to mnie zabije – słowa pilota samolotu”.

Afera z krzyżem pod pałacem jest żenująca. Jakby nie było zginęło nam blisko 100 osób z rządu (zresztą moim zdaniem zostało zabitych), a my, Polacy podobno, się wykłucamy, że krzyż nie może stać pod Pałacem Prezydenckim. To zdarzenie nie było ważne, to codzienność. Nie ma potrzeby tego symbolicznie upamiętniać. Nie tylko Kaczyński tam zginął przecież. Zresztą to był prezydent RP i z tego względu trochę szacunku mu się należy.

Przeraża mnie co robi z ludźmi papka medialna. Szczekają, gryzą się w telewizji, robią konflikt z niczego więc i my się gryziemi. Jedni stoją pod krzyżem pod pałacem inni podpisują petycje po drugiej stronie ulicy że krzyż ma być zlikwidowany. Straszne to jest. Czy krzyż jest ważny? Tak samo czy są ważne krzyże w szkołach o które też się robiło bezdenną awanturę? To są tylko symbole, przedmioty, którym niektórzy przypisują znaczenie i dla niektórych przedstawiają pewną wartość. Tak trudno jest nam uszanować odmienne potrzeby innych jak małym dzieciom w przedszkolu. W sumie może nie powinnam się dziwić, w końcu nasze państwo próbuje robić za przedszkolankę, więc się samoistnie obywatele dostosowują.

Cały ten kocioł związany z katastrofą smoleńską budzi we mnie pewne obawy. Całyczas się trajkocze o tym, zapycha się usta i oczy opini publicznej Palikotem, domniemanie pijanym Kaczyńskim, krzyżem i innymi rzeczami urwanymi z księżyca. A co się w tym czasie dzieje w sejmie? Co się dzieje na świecie?

W sejmie to nie wiem, na razie nie mam ochoty zaglądać nad jakimi nowymi ustawami nasi pracusie pracują. Ustawa o możliwości zabrania dziecka przez pracownika socjalnego bez wyroku sądu zasyciła mnie na długi czas.

A na świecie? Chociażby ropa całyczas się wylewa z zatoki Meksykańskiej. Spokojnie, spokojnie wcale nie przyjdzie do nas razem z prądami oceanicznymi. Tzn. nie powiedzą o tym. Moze nie ma takiej możliwości? Może jestem głupia, że tak uważam, zobaczymy.

Wolałabym być głupia, bo nie mówią też za bardzo jak miło jest w Ameryce dzięki tej rozlewającej się ropie. Można obejrzeć zdjęcia, ale to przyjmny widok nie jest. Na youtubie też można obejrzeć np. deszczyk z ropą w Luizianie. Fajnie co?

Nie wiem, może rząd Hiszpani, Francji albo cała Unia Europejska podejmie jakieś kroki aby to zatamować. W końcu mamy zdobycze nauki, XXI wiek jak się chce pewnie można coś wykombinować. Jakieś zbiorniki zasysające ropę poustawiać w bezpiecznej odległości od nas czy coś. Żartuje, ale nie wiem, coś na pewno można zrobić zanim to świństwo do nas dopłynie. Jeśli nie podejmie dla mnie to jest totalny idiotyzm. Póki co nic w mediach o takich planach nie słychać.

A tak przy okazji nie sądzicie, że to trochę dziwne? Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, później wyciek ropy na Morzu Czerwonym, wyciek ropy w Dailian w Chinach, we Wprost czytamy, że to samo może przydażyć się w Europie. Ja nic nie sugeruję, ale nieprawdopodobne zbiegi okoliczności czyż nie? Nagle wszystkie platformy wiertnicze i rurociągi pękają i zatruwają środowisko w najróżniejszych miejscach globu…

Kupując śmietanę spodziewam się śmietany

Ale widocznie jestem jakaś dziwna, bo dzisiaj kupując śmiatanę należy się spodziewać np. takich fajnych wypełniaczy objętości: gumy guar, mączki chleba świętojańskiego, pektyny i oczywiście wszędobylskiej skrobi modyfikowanej. Taki jest skład najbardziej popularnej śmietany, inne w większości mają podobny skład, chyba tylko śmietana President składa się ze śmietany. Dobrze, że jeszcze mamy na tyle różnorodność, że można kupić czasem coś normalnego.

Nie śmietana tutaj jest ważna tylko ogół zjawiska. Piszę o tym jako kontynuację wpisu obalającego pogląd, że gdyby coś było szkodliwe byłoby zakazane.

Generalnie najbardziej mnie denerwuje jeśli chodzi o śmieciowe jedzenie na półkach sklepowych brak różnorodności w jogurtach, mlekach i serach. Oczywiście, pod kątem kolorowych opakowań i smaków o smaku E000 jest ogromna róznorodność. Ale nie o to mi chodzi.

Osobiście jak widzę napis mleko pasteryzowane po prostu nie kupuje (no chyba, że naprawdę muszę). Trudno, świat się nie zawali, ale jednak tak czasem sobie myślę jakże miło by było zjeść jogurt zrobiony z prawdziwego mleka a nie zupy martwych rozkładajacych się bakterii, jakże miło by było móc kupić coś po prostu i wiedzieć, że to jest normalne jedzenie, nie preparowane i wypełniane świństwami.

Co jakiś czas w gazetach porusza się temat szkodliwości mleka, ale nie pij mleko będziesz kalekąwiedzieć czemu to nic nie daje, mleko jak było sprzedawane pasteryzowane, wyjałowione ze wszelkich wartości tak sprzedawane jest dalej. Przypuszczam, że ludzie czekają aż szkodliwe rzeczy zostaną zakazane z góry, bo innej odpowiedzi nie widzę. Jeszcze raz piszę – nie będą. Taka anomalia nie będzie miała miejsca, bo wystarczy zalobbować odpowiednią sumką i po problemie. Gazety o tym piszą nie po to, aby rząd zakazał produkować, tylko po to by ludzie wiedzieli co kupują i mogli świadomie wybrać.

Skoro nie ma wyboru, to naprawdę nie wiem jaki jest problem w niekupowaniu mleka pasteryzowanego przez miesiąc czy dwa. Jeśli miliony osób przestaną codziennie kupować mleczko to straty dla firm mleczarskich przewyższą koszta produkcji i rozprowadzania normalnego mleka. Żadna firma nie pozwoli sobie bez walki na bankructwo i wyjście z branży. Pozostaje tylko obawa, że firma będzie lobbować do rządu o ustawę, która nie nakazuje umieszczania informacji czy mleko jest pasteryzowane, czy nie. Takie scenariusze sprawdziły się już w USA, nadzieja w naszych ukochanych sejmowych głowach w takim wypadku. Tak być nie powinno, ale jest.

Dlaczego czepiam się tak bardzo tego mleka. Głównie dlatego, bo mleko jest uważane za wspaniałe źródło wapnia, białka, witamin i wszystkiego i przez to wpycha się je na ogromną skalę (pij mleko, będziesz wielki!) dzieciom. I oczywiście tak, mleko jest zdrowe, ma witaminy, ma białko, ma wapń.

Ale nie mleko które zostało przegotowane w wysokich temperaturach kilka razy pod rząd. W takim mleku już nic nie ma, po za rozkładającymi się trupami bakterii, zarówno tych dobrych jak złych. Taka substancja jest zwyczajnie szkodliwa.

Dla mnie osobiście kwestia braku normalnego mleka, ani normalnych jogurtów (robione są z mleka pasteryzowanego, a jakże. czasem z mleka pasteryzowanego w proszku) jest o tyle też nie komfortowa, że jako osoba nie jedząca mięsa chętnie bym uzupełniała białko poprzez jedzenie nabiału. Pozostaje mi mleko sojowe, ale oczywiście nie doczytam sie na nim czy jest GMO czy nie GMO.

Sery żółte głównie są robione również z mleka pasteryzowanego, dodatkowo dodaje się do nich barwniki i często wypełnia jakimś syfem aby ładnie wyglądały. To są tak zwane wyroby seropodobne, kiedyś reporterzy uwagi robili na ten temat reportaż. Zachęcam do obejrzenia.

No i tyle jeśli chodzi o przetwory mleczne. I generalnie wiem, że to wszystko nie jest tak bardzo ważne, że wystarczy zrobić sobie 1-3 dni głodówki oczyszczającej i wszystko (lub prawie wszystko) elegancko zejdzie z organizmu. Jednak mimo tego dobija mnie wszechogarniający i wszechobecny chemizm dzisiejszej żywności, który stał się „normą”, czymś czego nie da się zmienić, przymusem „bo trzeba konserwować, wypełniać, modyfikować”. Nic nie trzeba.

PS: Wkurza mnie jeszcze strasznie nadużywanie słowa „naturalny” w reklamach. Ciągle się to robi, tylko w reklamach samochodów i kredytów się nie odwołuje do natury z oczywistych powodów. Wszystko jest super naturalne i super extra zdrowe. Ale reklama reklamą, można wszystko mówić, ważne żeby mieć własne nietelewizorowe myślenie. 🙂