Cyrk smoleński wita, a ropa leci z nieba

Będąc nad morzem miałam przyjemność nie mieć kontaktu z cyrkiem jakim się karmi opinię publiczną. Katastrofa Smoleńska miała miejsce w kwietniu, mamy za sobą większą część lipca, ale mimo to dzięki wesołym wybrykom Palikota całyczas opinia publiczna jest karmiona idiotycznymi spekulacjami na ten temat.

Do popierania PiSu jest mi równie daleko co do popierania PO, jednak zajmowanie się nieustannie tym czy krzyż pod pałacem powinien stać czy nie, czy Gosiewski żyje i walczy z ruskimi na Włoszczowej, czy prezydent Kaczyński miał alkohol we krwi jest straszne. W Angorze też widziałam zacny wielki tytuł „Jak nie wyląduję to mnie zabije – słowa pilota samolotu”.

Afera z krzyżem pod pałacem jest żenująca. Jakby nie było zginęło nam blisko 100 osób z rządu (zresztą moim zdaniem zostało zabitych), a my, Polacy podobno, się wykłucamy, że krzyż nie może stać pod Pałacem Prezydenckim. To zdarzenie nie było ważne, to codzienność. Nie ma potrzeby tego symbolicznie upamiętniać. Nie tylko Kaczyński tam zginął przecież. Zresztą to był prezydent RP i z tego względu trochę szacunku mu się należy.

Przeraża mnie co robi z ludźmi papka medialna. Szczekają, gryzą się w telewizji, robią konflikt z niczego więc i my się gryziemi. Jedni stoją pod krzyżem pod pałacem inni podpisują petycje po drugiej stronie ulicy że krzyż ma być zlikwidowany. Straszne to jest. Czy krzyż jest ważny? Tak samo czy są ważne krzyże w szkołach o które też się robiło bezdenną awanturę? To są tylko symbole, przedmioty, którym niektórzy przypisują znaczenie i dla niektórych przedstawiają pewną wartość. Tak trudno jest nam uszanować odmienne potrzeby innych jak małym dzieciom w przedszkolu. W sumie może nie powinnam się dziwić, w końcu nasze państwo próbuje robić za przedszkolankę, więc się samoistnie obywatele dostosowują.

Cały ten kocioł związany z katastrofą smoleńską budzi we mnie pewne obawy. Całyczas się trajkocze o tym, zapycha się usta i oczy opini publicznej Palikotem, domniemanie pijanym Kaczyńskim, krzyżem i innymi rzeczami urwanymi z księżyca. A co się w tym czasie dzieje w sejmie? Co się dzieje na świecie?

W sejmie to nie wiem, na razie nie mam ochoty zaglądać nad jakimi nowymi ustawami nasi pracusie pracują. Ustawa o możliwości zabrania dziecka przez pracownika socjalnego bez wyroku sądu zasyciła mnie na długi czas.

A na świecie? Chociażby ropa całyczas się wylewa z zatoki Meksykańskiej. Spokojnie, spokojnie wcale nie przyjdzie do nas razem z prądami oceanicznymi. Tzn. nie powiedzą o tym. Moze nie ma takiej możliwości? Może jestem głupia, że tak uważam, zobaczymy.

Wolałabym być głupia, bo nie mówią też za bardzo jak miło jest w Ameryce dzięki tej rozlewającej się ropie. Można obejrzeć zdjęcia, ale to przyjmny widok nie jest. Na youtubie też można obejrzeć np. deszczyk z ropą w Luizianie. Fajnie co?

Nie wiem, może rząd Hiszpani, Francji albo cała Unia Europejska podejmie jakieś kroki aby to zatamować. W końcu mamy zdobycze nauki, XXI wiek jak się chce pewnie można coś wykombinować. Jakieś zbiorniki zasysające ropę poustawiać w bezpiecznej odległości od nas czy coś. Żartuje, ale nie wiem, coś na pewno można zrobić zanim to świństwo do nas dopłynie. Jeśli nie podejmie dla mnie to jest totalny idiotyzm. Póki co nic w mediach o takich planach nie słychać.

A tak przy okazji nie sądzicie, że to trochę dziwne? Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, później wyciek ropy na Morzu Czerwonym, wyciek ropy w Dailian w Chinach, we Wprost czytamy, że to samo może przydażyć się w Europie. Ja nic nie sugeruję, ale nieprawdopodobne zbiegi okoliczności czyż nie? Nagle wszystkie platformy wiertnicze i rurociągi pękają i zatruwają środowisko w najróżniejszych miejscach globu…

Reklamy

Wyniki wyborów

Spontaniczny wyjazd na wieś przeciągnął się do spontanicznego dłuższego wypoczynku na łonie natury. Bardzo relaksujące mimo żaru lejącego się z nieba dzień w dzień. Stąd dłuższa absencja na blogu.

Na temat wyników wyborów w sumie nie ma co mówić. Ja osobiście mogę tylko współczuć wyborcom Komorowskiego. W zasadzie nie wiem, czemu miałam w ogóle jakieś nadzieje, że prezydentem może zostać ktoś kto nie został z góry wybrany jako słuszny. Nie ważne ile kłamstw i afer było z udziałem PO, polaryzacja w mediach na bohatera, który walczy w słusznej sprawie (PO) i jego jednego jedynego wroga z którym musi zawzięcie walczyć (PiS) jak widać jest niezwykle skuteczna. Teraz dodatkowo bajka nabrała kolorów, bohater, który był tym złym zrzucił czarną zbroję i wybielił się śmiercią brata. Zaangażowani widzowie są podzieleni niemal pół na pół i każdy chce aby w jego rozumieniu lepszy bohater wygrał. Można powiedzieć, że zbliżamy się do przebudzenia. Może w następnych wyborach zauważmymy, że PiS i PO mają niemal identyncze programy i obie są w zasadzie czarnymi charakterami.

Warto dodać, że wbrew temu jak się podaje wyniki w mediach Komorowski i Kaczyński nie mają poparcia w społeczeństwie rozłożonego pół na pół. Wśród zaangażowanych widzów spektaklu (połowa Polaków) owszem. Jednak druga połowa stoi z boku i przygląda się tej farsie najwyraźniej mocno znudzona.

nie głosowało – 45%
Komorowski – 29%
Kaczyński – 26%

Na razie tyle, żadnej sensownej notki na ciekawszy temat nie jestem teraz w stanie napisać.

Wrzucam dla radosnych wyborców Komorowskiego nagranie na temat przedwyborczych obietnic Platformy. Pamiętacie akcję 4xTAK! ? Szumne przedwyborcze zbieranie podpisów? Jeśli też złożyliście podpis, nie martwcie się, trafił do niszczarki z 750 000 innych. Władza została objęta, obietnice obsikane.

Cytuję jeszcze raz Mistkiewicza:

Jeśli antagonista jest dobry, słuchacze i widzowie wybaczą wszystko. Błędy potknięcia, niedoskonałości, niezborność programu, trudności z jego realizacją. Dopóki na scenie jest antagonista, dopóki jest tak dojmujący, będą występowali po jego stronie.

Oł yea, teraz mamy dwóch antagonistów, kibicujmy Platformie i PiSowi ad mortem defecatum.

Btw, śmialiśmy się z Miedwiediewa, misiaczka sterowanego przez Putina, to teraz wygłosowaliśmy podobną sytuację u nas :).

Naprawdę, już w totalitarną piętkę gonią

Przypomnijmy jak to było. PiS tworzy CBA, które jest szeroko krytykowane, wizyty bladym rankiem i tak dalej. Następnie przychodzą rządy Tuska, które mają być wspaniałą odnową, drugą stroną medalu, przebiegunowaniem polityki. I co?

I nic. Odczekało się jakiś czas, aby opór opinii publicznej wobec CBA nieco ucichł i z CBA robi się specsłużby. Pomija się oczywiście wyrok Trybunału Konstytucyjnego, co ma miejsce nie pierwszy raz. No, ale w końcu żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju, kogo obchodzi tutaj Konstytucja.

Dla jasności – piszę o nowelizacji ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Jakby ktoś chciał sobie przeczytać – druk nr 3113 na stronie sejmu. Swoją drogą całe szczęście, że jeszcze żyjemy w czasach, w których każdy ma wgląd w prace sejmu i w treść uchwalonych ustaw i uchwał. Jakie zmiany?

Biuro ma teraz zbierać bez kontroli dane o chorobach, przekonaniach politycznych i religijnych oraz preferencjach seksualnych obywateli. Nie będzie się ograniczać do korupcji urzędników. Teraz ma ścigać wszystkich i wszystkie rodzaje przestępstw. Czy może zostać wolne od nacisków polityków?

„DGP” dotarł do projektu zmian ustawy o CBA. Nowela jest sprzeczna z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego oraz europejskimi standardami wolności obywatelskiej. Zmiany przyjął właśnie Komitet Stały Rady Ministrów. Nowa ustawa pomija wyrok Trybunału Konstytucyjnego z czerwca 2009 r. (…) nie tylko nie usuwa błędów, ale jeszcze bardziej zwiększa pole do nadużyć. / scr: dziennik /

Gdybyśmy mieli opozycyjnego prezydenta, np. Janusza Korwina-Mikke, albo chociażby nawet już tego nieszczęsnego śp. Lecha Kaczyńskiego, którego strasznie nie lubiłam ustawa zostałaby zawetowana. A ponieważ mamy wspaniałego marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego (zgoda buduje!) w roli prezydenta, ustawa została szybciutko podpisana (podobnie jak blisko 50 innych podczas 2 miesięcy gościnnych rządów) i jak widać Trybunał Konstytucyjny i wolność osobista nie mają nic do gadania wobec rosnącej wszechwładzy PO. Bardzo się dziwie ludziom, którzy idą za telepapką do urn oddać głos na Komorowskiego.

Swoją drogą to może nawet jest godne podziwu – przeprowadzić tak pijarowską kampanię w mediach, że można dosłownie zrobić wszystko, a ludzie i tak wybaczą, zamkną oczy, będą kibicować i głosować za tytułami popularnej prasy, za sondażami telewizyjnymi „Bronku do broni!”.

Hasło wyborcze szanownego pana Komorowskiego brzmi „Zgoda buduje”. W domyśle – nie będzie kłótni o weto i o fotele. Prezydenckie weto zostało tak przedstawione przez media, że wydaje się czymś niepotrzebnym i odrażającym. Kiedy jest ono bardzo istotnym zaworem bezpieczeństwa dla tak zwanej demokracji.

Cóż, z pewnością tak rozumaiana zgoda zbuduje ogromną siłe PO, powiedziałabym wręcz totalitarną siłę. Jednak raczej nie zbuduje silego państwa w którym miło się żyje i zarabia pieniądze. Nie wiem o co w końcu chodzi wyborcom Komorowskiego.

już w marcu organizacje pracodawców apelowały do ministra sprawiedliwości o takie zmiany w prawie, by biznesmeni przestali być traktowani jak potencjalni przestępcy. W odpowiedzi otrzymali zapewnienie, że resort sprawiedliwości pracuje właśnie nad ustawą o areszcie domowym. /scr: dziennik /

Szczerze mówiąc nie rozumiem co to jest ustawa o areszcie domowym. Naprawdę, to wychodzi po za moje granice wyobraźni. Może ktoś będzie uprzejmy mi wyjaśnić? Można się jednak spodziewać, że nie zostałaby zawetowana w myśl hasła ‚zgoda buduje!’ gdyby Komorowski objął fotel prezydencki na dłużej. Hm.. czy PO nazywa samą siebie partą liberalną przepraszam, czy coś mi się pomyliło?

Jeszcze słowo o tym, co mnie wkurza w debatach. Już szkoda gadać o puszczeniu w TVP bardzo nagłaśnianej debaty tzw. „bandy czworga” przy totalnym zignorowaniu debaty z 8 kandydatami na UW. Swoją drogą próbowałam chwilę oglądać tą TVPową, ale nie dałam rady. Było od razu widać, że wszyscy dostali wcześniej pytania na które wykuli odpowiedzi i kłapali tylko dziobami bez sensu. Szkoda słów.

Natomiast niewypowiedzianie denerwuje mnie i jest doskonałym zabiegien socjotechnicznym gadanie, że debata Komorowski-Kaczyński odpędzie się dopiero przed drugą turą. Aby jeszcze bardziej wymusić na ludziach przekonanie, że tylko oni będą w drugiej turze. Zakłamane sondaże jak widać nie wystarczą. Zobaczymy, czy wybory też będą zakłamane. W końcu żyjemy w kraju w którym szanuje się demokrację, konstytucję i wolność osobistą, nie?

PO bez PiSu jak Coca Cola bez Pepsi

Czytam właśnie doskonałą książkę „Anatomia władzy” będącą rozmowami Karnowskiego z Mistkiewiczem. Rozmowy traktują o współczesnej polityce i wydarzeniach z którymi wszyscy zetknęliśmy się w mediach. Książka ta jest z jednego jeszcze powodu wyjątkowa – co jakiś czas można napotkać tam dziwne, pikselowate kwadraciki. Są to fotokody, które odczytuje teoretycznie każdy telefon (po zainstalowaniu odpowiedniej aplikacji) i wyświetla materiały video związane z wydarzeniem omawianym aktualnie w książce. Mi osobiście te fotokody się nie odczytują, ale mój telefon od lat domaga się wymiany.

Zacytuję ciekawy fragment, który wyjaśnia dlaczego PO tak bardzo potrzebuje PiSu, oraz dlaczego PO i PiS wzajemnie wypełniają niemal całą scenę polityczną spychając inne partie na bok.

(…)Antagonista nadaje sens walce naszego bohatera. Sprawia, że kibicujemy mu z całych sił. Pomyśl przez chwilę, co byłoby z Coca-Colą, gdyby nie wymyśliła sobie swojego największego rywala?

Nie chcesz powiedzieć chyba, że Pepsi-Cola pojawiła się na zapotrzebowanie Coca-Coli?

Tak. I powiem za chwilę, że gdyby nie Platforma Obywatelska, której szalenie jest potrzebny taki PiS, jaki jest, nie byłoby być może PiSu. A przynajmniej nie w tej skali. Tak jak PiS jest potrzebny Platformie, tak Pepsi jest potrzebna Coca-Coli.

Mechanizm jest podobny. Roberto Goizueta, były szef Coca-Coli w latach 90., bardzo świadomie zastosował tą technikę. Później zdradził w „Fortune”, że jeśli jakaś firma nie ma swego naturalnego przeciwnika, musi go sobie znaleźć. [identyczną taktykę przyjął prezes Media Marktu zakładając później swoją naturalną konkurencje – Saturna – przypis mój] Jeżeli ma niewielkiego przeciwnika – powinna go hołubić, budować, cieszyć się, że rośnie. Tylko tak doprowadzi bowiem do wojny. Problemy, prawidzwe probemy, rozpoczynają się bowiem dopiero wtedy, gdy przeciwbnik został sprowadzony do parteru. Bezpośrednio atakując wskazanego rywala, poświęcając na tę rywalizację mnóstwo sił i środku, Goizueata zmobilizował wszystkie siły witalne swojej firmy. Ta wojna, „wojna o colę”, zdominowała ogląd rynku, wyzwoliła potężną energię marketingową i reklamową użytą przez obydwie walczące strony. Wtedy w szaleńczej gonitwie za nowymi technikami promocji w miejscach sprzedaży, odkrytu nowe segmenty rynku i wręcz nowe rynki. Zarobiono naprawdę wielkie pieniądze. Ta wojna, która podzieliła świat napojów gazowanych z karmelem pomiędzy dwie firmy, podzieliła rynki na wszystkich kontynentach, i to podzieliła, wydaje się na wieki wielków, napędzała rozwój obu firm. Wyobraź sobie, co by było, gdyby jedna z firm szybko pokonała drugą?

Miałaby cały świat dla siebie.

Nie. Historia zaczęłaby buksować w błocie, stałaby się nuda. W dobrej historii możemy doprowadzić oczywiście do zwycięstwa w każdym momencie jednej ze stron, tylko po co śledzić taką historię dalej? Przed walką Coca-Cola była z lekka zaśniedziałą marką. Oczywiście, tradycja, kształt butelki, swoista legenda zbudowana przez dziesięciolecia. Ale czy bez walki z Pepsi byłaby znów świeża, znów sexy?

Walka Coca-Coli z Pepsi to dziś klasyka. Sam wybór strategi przez Goizuetę, ale też jej realizacja. Z jednej strony więc antagonista jest możliwy do pokonania, mobilizujemy wszystkie nasze siły, wszystkie nasze emocje do tej walki. Z drugiej jednak pamiętamy by dać mu oddech, wywoływać na plac bitwy wtedy, gdy uwaga naszych sympatyków gdzieś się rozpierzcha, coś innego ich zajmuje. Wróg jest po to abyśmy mobilizowali nasze siły witalne, gromadzili sojuszników. Im większy jest nasz wróg, tym większego wsparcia potrzebujemy. Dopóki dobrze tym procesem będziemy zarządzać – dopóty jesteśmy wygrani.

Zauważ, że bez odpowiedniego antagonisty, bez porywająco zapowiadającej się walki, widz może skierować swą uwagę – a już wiemy jak cenne to dobro – na coś innego. Na inny napój, albo na inną partię. (…) Publiczność nawet nie zauważy, że będzie nas dopingowała, a w kluczowym momencie, nad urną wyborczą, wspomoże nas w walce o słuszną sprawę.

To Twoje rozwiązanie zagadki tajemnicy sukcesu Platformy?

Zauważ, że Platforma nigdy nie odnosi się do lewicy. Panowie i panie z SLD dwoją się i troją, rodzielają kuksańce na prawo i lewo, atakują i nic. Platforma bowiem bardzo świadomie i metodycznie wybrała sobie innego sparingpartnera. Tylko na niego jest skierowana. Tylko z nim się bije. Tylko jego zaprasza na matę. (…) Im większą pasję włoży PO w walkę, im bardziej będzie wydawała się ona dla Platformy trudna, tym większą pomoc publiki uzyska.

Jeśli antagonista jest dobry, słuchacze i widzowie wybaczą wszystko. Błędy potknięcia, niedoskonałości, niezborność programu, trudności z jego realizacją. Dopóki na scenie jest antagonista, dopóki jest tak dojmujący, będą występowali po jego stronie.

Jest to bardzo trafne. Fakt, że PO walczy tylko z PiSem, a PiS tylko z PO powoduje, że wydaje się, że inni są słabi, nie ważni. To tak jakbyśmy oglądali dwa lwy walczące na środku areny i kilka przechadzających się jeleni, stających czasem do mało ciekawej walki między sobą. Oczy i tak skupiają się na dwóch lwach. Do tego oczywiście media pomagają nam w wyborze na kim się skupiać mówiąc ciągle tylko o tych dwóch partiach i nie zwracając uwagi na resztę.

Mistkiewicz w tej książce niejednokrotnie porównuje współczesną politykę, nie tyle nawet co do teatru, co dosłownie do kina, rządzącego się prawami kultury masowej. Polityka zaczęła działać tak samo jak przemysł muzyczny, czy filmowy. Politycy stali się celebrities. Nie obchodzą nas ich programy wyborcze, obchodzi nas dobra zabawa, ciekawa historia. Spot wyborczy Komorowskiego nie zawiera nawet słowa o jego programie wyborczym, tylko opowiada historie jego życia. I teraz rozumiem dlaczego ludziom to się podoba. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że polityka idei odeszła zupełnie do lamusa, trendy jest teraz polityka pijaru. I tyle. Dlatego JKM ma mimo wszystko niskie poparcie i trudno to zmienić. Smutne.

Chociaż wydaje mi się, że u nas i tak nie osiąga to tak dennego poziomu jak np. w USA. W końcu Polacy są narodem „ideowców”, więc wszystko może się zdarzyć :).

Szczyt euro-ruski właśnie trwa

Właśnie odbywa się spotkanie przedstawicieli Rosji i Unii Europejskiej (dla tych którzy nie mogą się przyzwyczaić – m. in. nas) w Rostowie. Myślę, że to jest dobra okazja aby przyjżeć się z jakiej ziemii wyrastają kwiaty delegacji Europy.

José Manuel Barroso (Portugalia)
Przewodniczący KE; wcześniej minister spraw zagranicznych z nadania ugrupowań lewicowych, w młodości działał w partii komunistycznej; był m.in. oddanym działaczem maoistycznej grupy Ruch Reorganizacyjny Partii Proletariackiej.

Catherine Ashton (Wielka Brytania)
Wiceprzewodnicząca KE; wysoki przedstawiciel Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Komisji; wcześniej aktywna działaczka i skarbnik Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego, organizacji finansowanej przez rosyjskich komunistów.

Herman Van Rompuy (Belgia)
Od 1 grudnia 2009r. pierwszy stały przewodniczący Rady Europy (czyli de facto prezydent Unii Europejskiej – na mocy Traktatu Lizbońskiego); wcześniej całe życie działał w komunistycznej Chrześcijańskiej Partii Ludowej, członek spotkań grupy Bilderberg.

A to dopiero początek, gdy poszperamy okazuje się, że prawie wszyscy wysoko postawieni europosłowie sympatyzują lub sympatyzowali z socjalizmem.

I oczywiście tak bardzo by mnie to nie martwiło, gdyby nie fakt, że jesteśmy województwem w tej wielkiej nowalijce komunistycznej zwanej Unią Europejską i dosłownie nic nie mamy do gadania w polityce międzynarodowej. Zresztą nie tylko o politykę międzynarodową się rozchodzi, z własnych doświadczeń wiemy, że socjalizm się nie sprawdza i nie jest ustrojem w których chce się żyć i da się bogacić.

Wisienka na torcik – całyczas się mówi o tym jakże to Unii zależy na poszanowaniu tożsamości narodowej stanów członkowskich. A tutaj o. Ledwo co Rompuy został ogłoszony prezydentem UE, a już ogłosił, że czas najwyższy, by Unia Europejska w końcu narzuciła wspólne podatki krajom członkowskim. Jest również entuzjastą zastąpienia symboli narodowych, dowodów osobistych, wydarzeń sportowych, flag i hymnów państwowych unijnymi odpowiednikami.

Naprawdę, chyba najlepsze co możemy zrobić to jak najszybciej wycofać się z tego bagna. Lech Kaczyński ani Donald Tusk nie stanęli na wysokości zadania i ani nie przeczytali tratatu lizbońskiego, ani nie negocjowali odpowiednich warunków dla nas. I co dalej?

Wstrętna kampania Jarosława Kaczyńskiego

Są literalnie trzy rzeczy, które budzą we mnie wstręt. Robaki dzdzownico-podobne, manipulacja i obłuda. Pozwoliłam sobie nazwać kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńską wstrętną, ze względu na nasycenie dwoma ostatnimi.

Manipulacją nazywam nazwiązywanie do katastrofy smoleńskiej i śmierci brata. No przepraszam. Czy mamy wybierać kandydata, który sprawi, że w kraju będzie się żyło lepiej, czy kandydata, któremu współczujemy rodzinnej tragedii???

Co więcej, teraz zaczynam nabierać podejrzeń, że nadmierna reakcja mediów na katastrofę smoleńską, upajanie widza żałobą narodową (nie wiem jak inaczej nazwać pokazywanie non-stop przez ponad tydzień tras samochodów z ciałami umarłych i zgliszczy lasku podsmoleńskiego przy żałobnej muzyce.)*, a także wybielanie osoby i kariery politycznej zmarłego Kaczyńskiego, aż do wynoszenia go na Wawel i nawoływań o spokojną, nieagresywną walkę o prezydenturę były celowym, przemyślanym już wtedy pod kątem kampani Pana Jarosława zabiegiem medialnym. Mam nadzieję, że tak nie było, jednak drobne podejrzenia, chcąc nie chcąc się pojawiają. To nazywam obłudą. Zresztą można by wyszukać w kampani PiS więcej przykładów manipulacji i obłudy i nie omieszkam tego zrobić. Na razie jednak poprzestańmy na tym.

Oto jest pierwszy spot reklamowy Jarosława Kaczyńskiego skierowany do Polaków, w polskich stacjach telewizyjnych.

Jest to żenujące i żałosne, nie ma tu żadnego aspektu dlaczego mamy go wybrać i co planuje zrobić dla Polski, nie ma tu ani słowa o programie wyborczym. Tylko i wyłącznie niezwykle wzniosła i sztucznie brzmiąca mowa zrozpaczonego braciszka.

Przepraszam za ten prześmiewczy ton, ale jestem zdania, że własną żałobę i tragedie niesie się w sercu, a nie epatuje się nią by wzbudzić litość i pozyskać w ten sposób głosy wyborców.

Zresztą w moim odczuciu jest to strasznie chybiony strzał w kampanii, więc nie rozumiem jakim cudem Kaczyński ma tak duże popracie. Przecież tak bardzo go niechcieliśmy i płakaliśmy o rządy PO (które okazały się również kichą). Chyba że to z prezentowanymi sondażami jest coś nie tak.

Krytyka kampani prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego, którą nagrali w formie satyrycznego utworu Wojewódzki i Figurski:

Pani Kluzik-Rostkowska, szefowa sztabu wyborczego PiS w odpowiedzi na ten „eksces”, zaapelowała i powtórzyła to wielokrotnie o rozwagę i umiar, oraz wzajemny szacunek. „Eksces” Figurskiego i Wojewódzkiego, może nie zawiera zbyt wiele szacunku ani rozwagi, ale proszę mi powiedzieć, czy epatowanie śmiercią brata i pomysły by włączyć córkę Lecha Kaczyńskiego do kampanii są przykładem rozwagi, umiaru, czy też szacunku do ludzi poległych w tej katastrofie?

* nie twierdzę, że nie należało tego w ogóle pokazywać, tylko, że należało i należy mieć umiar.